122

396
103
83
Publiczne serwery głosowe Sygnatury Jaka jest twoja historia? Generator buildów Luna Atra Pobierz Klienta Gry Wymagania sprzętowe GW2
{https://account.arena.net/register?alt=gw2} Sygnatury Oferta Domen Publiczne serwery głosowe

Pan Iskierka, opowiadanie Asury

Tłumaczenie opowiadania Mr. Sparkles, a Tale of the Asura autorstwa Jeffa Grubba opublikowanego na blogu Arena Net 12. września 2011

Nagłówek

Oto jak powstała ta historia.

Fani widzieli już wiele concept artów. Historia ta jest wstępnym pomysłem, została napisana trzy lata temu, kiedy zastanawialiśmy się jakie będą postacie w Guild Wars 2. wielu z tak powstałych historii nie da się już wykorzystać, ale ta konkretna (o asurańskim pirotechniku i jego sylvarijskim asystencie) nadal jest aktualna. Wprowadziliśmy tylko jedną zmianę, oryginalnie Asura nazywał się Gixx - miał być znanym Asurą zanim zdecydowaliśmy się zastąpić go Zojją - obecnie nazywa się tak przywódca Durmand Priory. Poza tą zmianą imienia, historia wygląda tak, jak została napisana w 2008 roku.

Dlaczego ta historia jest ważna? Opowiada dzieje pana Iskierki, postać ta pojawi się również później, ale o tym opowiem kiedy indziej...

"Flummox śpisz?," zapytał Sareb.

"A wyglądam jakbym nie spał?" odpowiedział Asura otwierając jedno oko.

Sylvari spojrzał na niego twardo, jakby szukał pułapki w tej odpowiedzi. "Tak," odparł.

"To znaczy, że faktycznie nie śpię," westchnął z cieniem frustracji Flummox. "Czemu stoimy?"

"Jest problem."

"Wóz stoi, jest zimno i na dodatek mnie obudziłeś," powiedział Flummox opierając się na łokciu z jednym okiem nadal zamkniętym w desperackiej nadziei na sen. "Domyślam się, że jest jakiś problem. Teraz powiedz mi mój młody sylvarijski przyjacielu, co to za problem."

"Jotun," powiedział Sareb, w chłodnym powietrzu jego oddech zmieniał się w mgiełkę.

Flummox otworzył drugie oko i spojrzał na asystenta. "Jotun. Dobrze, że mnie obudziłeś," powiedział przesuwając dużą poduszkę i koce. W powozie było zimno.

Na zewnątrz było jeszcze zimniej niż w wozie, oddech Flummoxa zmieniał się w parę przypominając dym z komina. Mała karawana sześciu wozów stała w miejscu, w górskim powietrzu było słychać parskanie i tupot jaków.

"Nigdy nie lubiłem Shiverpeaków," wymamrotał Flummox. Wyciągnął tabliczkę i kawałek węgla drzewnego. Zrobił listę kilku przedmiotów i podał Sarebowi. "Sprawdź pozostałe wozy i zobacz czy dasz radę znaleźć coś z tej listy. Będą potrzebne, żeby użyć urządzenia."

"Urządzenia?" Sareb uśmiechnął się ze zrozumieniem. "Chodzi o pana Iskierkę?"

W przypływie słabości Flummox pozwolił sylvari nazwać swój ostatni wynalazek, teraz sam nie był pewien czy imię wzięło się z niewinności sylvari, czy z podziwu. "Tak," powiedział przez zaciśnięte zęby. "Chodzi o pana Iskierkę."

Sareb poszedł szukać woźniców pozostałych wozów, a Flummox poszedł na przód tupiąc swoimi futrzanymi butami. W połowie drogi spotkał przewodnika karawany w towarzystwie dwóch strażników - podejrzanie wyglądających, nerwowych ludzi z Kryty.

Przewodnik karawany był również człowiekiem. Miał złociście ciepły odcień skóry i pocił się jak to zdenerwowani ludzie mają w zwyczaju, niezależnie od temperatury.

Człowiek odezwał się, "Mamy problem."

"Mamy jotuna," powiedział Flummox. "Wiem. Od kiedy stanowi to problem?"

"Stawia żądania," bełkotał człowiek "i raczej nie mamy możliwości odmówić."

Flummox w myślach podsumował karawanę: jego wozem powoził Sareb, dwa wozy wiozły buty z Askalonu, a powożący nimi nie byli zbytnio interesujący; podejrzany handlarz rzadkimi towarami z czymś przypominającym kamienny sarkofag na wozie; rodzina uchodźców, uciekająca przed Charrami o dwa wieki za późno oraz ostatni wóz przewodnika z dwoma strażnikami i księgowym.

Flummox oszacował inteligencję poszczególnych osób z tej wymuszonej kompanii. Tą grupę było by w stanie przerazić stadko żarłocznych królików, a co dopiero olbrzym z Shiverpeaków. "Gdzie twój księgowy?" zapytał.

"Opatrują go," powiedział człowiek. "Przywódca jotunów próbował go pożreć."

"To by wyjaśniało dlaczego sam nie chcesz rozmawiać z jotunem," powiedział Flummox.

Człowiek wydał z siebie dziwne bulgotanie. Flummox westchnął, ominął go i poszedł w stronę jotuna.

Jotun był wielką i korpulentną bestią. Ciężki pas wiszący na tkanym pasie podtrzymywał kilt z niewiadomego pochodzenia materii. Należał do poniższego gatunku olbrzymów i górował ponad otoczeniem. Mięśnie pod zaczerwienioną skórą drgały na mrozie. Ogólnie był człekokształtny, ale jego twarz budziła odrazę. Stanowiła mieszankę cech zdominowanych przez pełną ostrych zębów, obślinioną szczękę.

Flummox podszedł w kierunku bestii. Za plecami jotuna, w wirującym śniegu na końcu skalistej doliny, majaczyły wielkie, przygarbione kształty. Inne jotuny, podległe przywódcy, starały się pozostać mało widoczne.

"Kto ty?" powiedział jotun, jego głos przypominał Flummoxowi zgrzyt z dna miksera.

"Nowy negocjator," powiedział Flummox. "Rozumiem, że poprzedniego zjadłeś."

Jotun zamrugał i prawie urażonym głosem powiedział: "Tylko trochę. Chcemy myto."

Jeśli ci to nie przeszkadza wolałbym zostać poza zasięgiem twoich ramion," powiedział Flummox. "Czego chcesz? Jedzenia? Złota? Papierowych lampionów?"

"Wozów," powiedział niewyraźnie jotun.

"Wszystkich?" zapytał Flummox, jego obrzydznie tylko częściowo było udawane. "Nie rozumiesz jak działa rozbój na drogach. Jeśli zabierzesz wszystko, to następna banda głodnych jotunów nie będzie miała czego zażądać."

Jotun nie ruszał się z miejsca, jego dolna szczęka opadała i unosiła się, co w przypadku jotunów oznaczało, że myśli. "Myto. Zostawić wozy. Wy móc odejść."

"A co nas powstrzyma przed zawróceniem wozów i sprowadzeniem tutaj oddziału doborowych żołnierzy z Ebonhawke, aby oczyścili drogę?"

Jotun kiwał się entuzjastycznie, potrząsając całym ciałem. "Przemyśl to. Brat i jego banda na drugim końcu doliny."

Stwierdzenie jotuna było tak szczere, że Flummox nie miał powodu w nie wierzyć. Najwyraźniej kampanie Nornów przeciwko tym istotom wypleniły wszystkie głupsze sztuki.

"Damy wam wóz," powiedział. "Uchodźcy pojadą z butami."

"Wszystkie," zażądał jotun.

"Dwa," powiedział Flummox, "wyrzucimy ładunek butów. Możecie dostać dwa wozy."

"Wszystko," powiedział twardo jotun, "albo śmierć."

Bez wozów i tak umrzemy, pomyślał Flummox. "Trochę zajmie mi przekonanie reszty," starał się brzmieć nerwowo. "Ludzie lubią się wdawać w szczegóły. Nie mogę oczekiwać, że zdecydują bez konieczności całonocnej debaty."

Jotun przytaknął. "Oddasz nam wozy jutro rano, albo wszyscy zginiecie." Po czym odwrócił się i zniknął wśród ośnieżonych kształtów pozostałych jotunów.

Flummox wolno wypuścił powietrze i skierował się w stronę karawany. Nerwowy człowiek przebierając palcami, zapytał "No i?"

"To chce naszych wozów. Wszystkich." powiedział Asura.

"Nie możemy ich oddać," powiedział płaczliwym głosem człowiek.

"Wiem" odparł Flummox "powiedziałem mu, że przekonanie reszty zajmie mi cała noc."

Twarz człowieka przybrała wyraz charakterystyczny zwykle dla ludzi w kontakcie z Asurami. "Poddajesz się?" wykrztusił w końcu.

"Nie," powiedział zirytowany Flummox. "Zyskałem dla nas czas do świtu. Sareb! Zebrałeś materiały?"

Sareb pojawił się u boku Flummoxa. "Skórę z butów dostałem bez problemu. Trochę chemikaliów było w apteczce, ludzką krew mam z bandaży rannego księgowego, żelazny garnek mieli uchodźcy, ziemię z grobu - skąd wiedziałeś, że handlarz rzadkimi towarami będzie miał ziemię z grobu?"

"Handlarz rzadkimi towarami zalatuje nekromantą. Wywozi z Askalonu sarkofag. Prawdopodobnie zakupiony od jakiejś grupy Charrów łupiących groby. Byłbym zdziwiony gdyby nie miał kilku szkieletów Asurów czy zmniejszonych głów Sylvari upchanych gdzieś w tym swoim wozie."

Sareb wzdrygnął się, a Flummox dodał: "Nie żebyśmy ich potrzebowali.' To jakoś nie podniosło Sylvari na duchu. "A co z ostatnią rzeczą?"

"Jest problem," powiedział Sareb.

Flummox potrząsnął głową, "Kolejny problem?"

"Ona nie chce tego oddać," powiedział Sareb.

Flummox uniósł brew. "A co jej powiedziałeś?"

"Byłem surowy i stanowczy, jak mi kiedyś sugerowałeś," powiedział z dumą Sareb. Po czym przygarbił się. "Nie podziałało."

Westchnienie Flummoxa wydawało się większe niż on sam. "Na kości Vekka," powiedział i poczłapał w stronę wozu uchodźców.

Kobieta, o którą chodziło była młoda (przynajmniej tak wywnioskował Flummox z jej szczupłej sylwetki i gładkiej skóry). W Wiecznej Alchemii ludzie mieli największą liczbę wariacji wyglądu. Zupełnie jakby ich bogowie nie mogli się zdecydować i ciągle zmieniali zdanie jak ma wygladać ostateczna wersja człowieka. Całkiem dobry obraz tego, co się dzieje gdy zajmuje się czymś grupa. Trudno było uwierzyć, że zlany potem przewodnik karawany i ta delikatna, przypominająca Sylvari kobieta, należeli do tej samej rasy.

Dziewczyna siedziała z tyłu wozu pogrążona w myślach. Przed sobą, w mocno zaciśniętych dłoniach, trzymała torbę, zawieszoną na łańcuszku okalającym jej zgrabną szyję. Flummox stanął w jej polu widzenia (o ile na cokolwiek patrzyła) i bez obcesowo zaczął.

"Rozumiem, że chcesz nas wszystkich zabić," powiedział.

Kobieta zamrugała, jak to ludzie mają w zwyczaju, gdy ich mózg zostanie wyrwany z otępienia. "Słucham?" powiedziała.

"Jakbyś jeszcze nie zauważyła," powiedział Flummox, "nie jedziemy dalej. Nie jedziemy, bo banda jotunów chce zabrać nam wszystko łącznie z wozami. Chcą nas zostawić w śniegu. Znam sposób na pokonanie olbrzymów, ale potrzebne mi są materiały. Jednym z nich jest to, co nosisz w torbie. Skoro nie chcesz mi tego oddać, to słusznym jest sądzić, że chcesz nas wszystkich zabić. Powiedz mi, co zrobiliśmy, by zasłużyć na twój gniew?"

Kobieta zamrugała i zapytała, "Wiesz o kamei?"

"Cała karawana wie, skoro wyciągasz ją co wieczór przy ognisku i wzdychasz o niej głęboko przez pięć minut, po czym chowasz z powrotem do torby," powiedział Flummox. "Jest mi potrzebna, oddaj ją."

"Dlaczego?" zapytała zaciskając mocniej palce wokół torebki.

Flummox użył swojego tonu do rozmowy z ludźmi. "Nie dasz mi, jotun nas zabije. Zrozumiałaś?"

Kobieta wahała się przez chwilę, Flummox powiedział łagodniej. "Rozumiem. To dla ciebie ważne wspomnienia z domu. Jeśli jotun nas wszystkich zabije - a zapewne taki jest ich plan, nawet jeśli oddamy im wozy - wtedy wszyscy będziemy zgubieni. W porównaniu z taką sytuacją twoje poświęcenie nie jest wielkie."

Flummox uśmiechnął się (co według niego oznaczało zaangażowanie). Najwyraźniej taktyka podziałała, bo młoda kobieta otworzyła torebkę i podała mu kameę, wyrzeźbioną z kości słoniowej figurkę staromodnie ubranej kobiety, osadzoną w okrągłym czarnym kamieniu.

"Moja matka..." zaczęła kobieta.

Flummox przytaknął. "Rozumiem i doceniam twoje poświęcenie. Nie zostanie zmarnowane, zadbam by mój asystent chronił ją nawet za cenę swojego życia."

Nie czekając na odpowiedź Flummox odwrócił się na pięcie i udał się do swojego wozu.


Obaj, Asura i Sylvari, pracowali cała noc. Woźnice dali im lampę, a Flummox nalegał, by nikt im nie przeszkadzał. Reszta karawany przyglądała się z oddali jak Asura przygotowuje lśniąco zielonkawo miksturę w żelaznym garnku.

Flummox wrzucił skórę z butów do żelaznego garnka, dodał zakrwawione bandaże i lekarstwa z apteczki. gotował wszystko aż osiągnęło konsystencję syropu. Zdjął garnek z ognia i wylał zawartość na deskę. Sareb napełnił garnek olejem z zapasów Flummoxa. Sylvari znał asurańskie procedury, szybko i sprawnie wykonywał prace bez zbędnych komentarzy.

Flummox zmieszał ziemię z grobu z syropem i uformował kulki, które następnie wrzucił do oleju. Kulki skwierczały i trzeszczały przez chwilę, po czym wypływały na powierzchnię zmniejszone, gładkie i krystaliczne.

Sareb gwizdnął. "Błyskawiczne klejnoty," powiedział.

Flummox zamruczał. "Nie bądź zbyt optymistyczny, są równie kruche co karmel. Zrobione ze zbieraniny śmieci, stworzone prowizorycznie z rzeczy, które nie były do tego przeznaczone. Zdołam z nich wycisnąć może trzy czy cztery minuty energii zanim się rozpadną. Mam nadzieję, że to wystarczy." Zgarnął kryształy i poszedł do maszyny, pana Iskierki, znajdującego się z tyłu wozu. Ostrożnie zaczął zdejmować pieczęcie z emitera zaklęć. Wsunął kryształy w otwory i zamocował je resztkami ziemi z grobu.

"No," powiedział Flummox, "powinno działać. Chyba. nie stój zbyt blisko jak się uruchomi."

Sareb popatrzył na urządzenie z aprobatą. "A co z biżuterią?"

"Z czym?" zapytał Flummox.

"Z kameą od tej kobiety," wyjaśnił Sylvari.

"A tak!" powiedział Asura, poklepał się po kieszeniach i wyciągnął kameę. Wcisnął ją Sarebowi w dłoń. "Masz. Chroń jej choćby za cenę życia."

"Skoro nie jest nam potrzebna," powiedział Sareb, "to po co ją zabrałeś?"

"Ponieważ," powiedział Flummox zerkając na Sylvari, "nawet jeśli to zadziała, to spali wzmacniacze i prawdopodobnie usmaży obwody wypierające. To dodatek za uszkodzenie sprzętu w czasie podróży."

"Jednak potrzebujesz kamei?" zapytał ostrożnie Sylvari, przeczuwając dokąd to zmierza.

"Musimy mieć pieniądze, gdy dotrzemy do Lions Arch," powiedział Flummox.

"Kłamałeś," odpowiedział Sareb, spoglądając na kameę w taki sam sposób, jak patrzyła na nią dziewczyna.

"Małe kłamstwo dla dobra ogółu," powiedział Flummox. "Powinieneś kiedyś spróbować. A teraz pilnuj tego! Zamierzam powiedzieć tej kobiecie, że już nie mam kamei i ma to być prawda."

Sareb zacisnął palce wokół kamei. "Zadbam o jej bezpieczeństwo," powiedział.

Kontynuowali prace przez cała noc, a o świcie Flummox poszedł na spotkanie z hersztem jotunów. Jotuny chyba spędziły noc na rozprawianiu o sposobie przyrządzania zakąski z Asury, bo ich przywódca już zaczął się ślinić.

"I co," zapytał jotun, "oddacie wozy?"

"Dyskutowaliśmy cała noc i ustaliliśmy, że poddanie się waszym żądaniom nie leży w naszym interesie," powiedział Flummox.

"Co?" zdziwił się olbrzym.

"Nie," przetłumaczył Asura, "chcemy zatrzymać wozy."

Jotun uśmiechnął się (paskudny widok, kiedy istota z taką szczęką się uśmiecha). "To wszyscy umrzecie," powiedział, "negocjator pierwszy."

Flummox cofnął się i powiedział szybko z uśmiechem. "Przemyślałem to i rezygnuję z funkcji negocjatora. Mój zastępca powinien tu być," zerknął na zawieszony u paska czasomierz, jednocześnie licząc na to, że Sareb właściwie uruchomił ustrojstwo, "o właśnie teraz."

Golem wynurzył się z pomiędzy wozów, wyprostowany na pełną wysokość dorównywał wzrostem jotunowi. Wokół stawów lśniły błyskawice, a wąskie smugi piorunów igrały na nitowanej obudowie. Machina nie miała głowy, a w piersi świeciło cyklopowe oko, otoczone rozpalonymi do białości klejnotami, które dymiły w zimnym powietrzu.

Golem stanął za plecami Flummoxa i uniósł ręce w górę. Pomiędzy wyciągniętymi rękami zalśniła błyskawica, a po dolinie przetoczył się grzmot. Z oddali na wyzwanie odpowiedziała lawina.

"Przedstawiam nowego negocjatora," powiedział Flummox. "Nazywamy go pan Iskierka."


"Przykro mi z powodu twojego golema," powiedział przewodnik karawany.

Flummox wzruszył ramionami. "Maszyna spełniła swoje zadanie, to wszystko czego można wymagać od narzędzia." Właściwie to golem przeszedł wszelkie oczekiwania, powalając jotuna jednym wzmocnionym błyskawicą ciosem. Po czym wpadł w grupę pozostałych bandytów i eksplodował, gdy pięć jotunów usiłowało go obezwładnić. Pozostałe jotuny z wyciem rozpaczy zniknęły w zamieci

"Odzyskaliśmy co się dało," dodał przewodnik, podając Flummoxowi mała torbę, "zebraliśmy też datki na naprawę."

Flummox zmusił się do uśmiechu. Zebrane pieniądze nie wystarczyły by nawet na używany wzmacniacz. Prawdopodobnie będzie musiał sprzedać pana Iskierkę jakiemuś młodemu golemancie. "Nie ma o czym mówić. Jeśli to nie stanowi problemu, to chciałbym się udać na spoczynek. Całą noc pracowałem, żeby nas uratować. Myślę, że będę spał do końca podróży."

Człowiek z radością przyjął tą wypowiedź i poszedł przygotować karawanę do wymarszu.

Sareb pakował na wóz ostatnie szczątki pana Iskierki, przerzucając koce i poduszki. "Zebraliśmy większość," powiedział, "co prawda górna część pewnie wylądowała w Morzu Smutków, ale odzyskaliśmy obudowę. Prawdopodobnie da się ją naprawić."

"Dobrze." powiedział Flummox ze znużeniem zakopując się w poduszkach i kocach pośród kawałków metalu. "Będę spal przez kilka dni. Budź mnie tylko w nagłych wypadkach. Bardzo nagłych. Bardziej nagłych niż jotun."

"Oczywiście," powiedział Sareb, "dobrze, że użyłeś pana Iskierki."

"Zawsze robię co należy. Powinieneś o tym wiedzieć," powiedział Flummox klepiąc się po kieszeniach. "Kamea. A! Dałem ci ją. Już możesz mi ją oddać."

Sareb popatrzył obojętnie na Flummoxa. "Ponieważ nie była potrzebna oddałem ją tej młodej damie. Była bardzo wdzięczna."

"Co zrobiłeś?" zapytał Flummox. "Zapewniałeś, że będzie u ciebie bezpieczna."

"Jest bezpieczna u dziewczyny," powiedział Sylvari. "Nie ma bezpieczniejszego miejsca."

Flummox popatrzył przeciągle na asystenta, uśmiechnął się i powiedział: "Skłamałeś."

Sareb z uśmiechem odpowiedział. "Małe kłamstwo w imię większego dobra. Powinieneś kiedyś spróbować."

Tłumaczenie - Guen