122

396
103
83
Publiczne serwery głosowe Sygnatury Jaka jest twoja historia? Generator buildów Luna Atra Pobierz Klienta Gry Wymagania sprzętowe GW2
{https://account.arena.net/register?alt=gw2} Sygnatury Oferta Domen Publiczne serwery głosowe

DUCHY ASKALONU

Matt Forbeck i Jeff Grubb

Spis treści

Rozdział Pierwszy

Rozdział Drugi

Rozdział Trzeci

Rozdział Czwarty

Rozdział Piąty


2

Dougal w jednej chwili zrozumiał, co się stało. Napastnik odczekał, aż nad jego kryjówką przejdą większe postacie Dou­gala i nornijki, po czym uaktywnił pułapkę pod lżejszymi krokami sylvari. Killeen w jednej chwili zniknęła, wciągnięta w pustą przestrzeń pod antycznymi płytami posadzki. Zapadnia wykonana z pajęczyn i kości natychmiast zatrzasnęła się za nią, zlewając się z usłaną kośćmi podłogą.

Gyda odwróciła się i rozejrzała po korytarzu, szukając za sobą śladów Killeen.

– Nekromantka! Gdzie ona?

– Tam! – krzyknął Clagg, wskazując na zapadnię. – Pająk!

Dougal skoczył w stronę kryjówki, w biegu rzucając pochodnię i wyciągając miecz. Uderzył klingą w zamaskowaną osłonę, a zapadnia roztrzaskała się, jakby trafił w porcelanowy talerz.

Killeen krzyknęła ponownie, gdy jej głowa wyłoniła się z dziury niczym u pływaka przebijającego powierzchnię wody. Wyrzuciła ręce przed siebie, szukając między kośćmi jakiegoś uchwytu, ale wszystkie luźno wysuwały się spod jej dłoni.

Na ramionach sylvari pojawił się czarnowłosy pająk wielkości małego wilka, szykując się do uderzenia w jej plecy. Dou­gal dźgnął go desperacko. Klinga przecięła jedną z nóg stwora i wbiła się w jego bok. Bestia zasyczała z bólu, pryskając z żuwaczek gęstymi kroplami trucizny.

Zanim zdążył wyciągnąć ostrze do drugiego ciosu, usłyszał, jak krzyczy do niego Clagg.

– Odsuń się, fajtłapo!

Dougal obrócił się na czas, by zobaczyć, jak spada na niego wielka jak głaz pięść Łamacza. Rzucił się na bok, zostawiając miecz wbity w brzuch pająka. Kamienna pięść golema nie trafiła w szarpiącego się pająka i sylvari, za to strzaskała na kawałki miecz Dougala.

W tej chwili dotarła do nich Gyda. Chwyciła Killeen za ramiona i szarpnięciem wyciągnęła ją z dziury. Sylvari wrzasnęła z bólu, gdy pająk wbił w jej plecy pokryte szczeciną kły.

Pozbawiony miecza Dougal wyciągnął zza pasa nóż, choć miał wątpliwości, czy na wiele mu się przyda. Kły pająka były dłuższe od ostrza noża.

Gyda puściła Killeen na ziemię, po czym jedną ręką chwyciła siedzącego na plecach sylvari stawonoga. Czarny stwór szarpał się w uchwycie nornijki, bezradnie wymachując odnóżami w powietrzu. Posoka wypływała z miejsca, w którym wystawał wciąż wbity w jego bok odłamek strzaskanego miecza Dougala, a ciepły niebieski płyn spływał po gęsto wytatuowanej ręce Gydy.

Ruchem nadgarstka wojowniczka rzuciła bestię w stronę Łamacza i Clagga. Chwilę później ciężka stopa golema rozgniotła go na miazgę.

– Uwaga! – warknął Clagg, bezpieczny w swojej uprzęży. – On ma tu gniazdo z młodymi!

– Pilnuj roślinki – Gyda rozkazała Dougalowi. – Ja zajmę się potomstwem bestii. – Po tych słowach nornijka odwróciła się w stronę pełnego pajęczyn pomieszczenia, nie dbając o to, czy Dougal wypełni jej polecenie.

Mężczyzna pochylił się nad Killeen, by obejrzeć jej rany. Plecy miała zlane ciepłą, niebieskawą krwią, której większość prawdopodobnie pochodziła z pająka. Nigdy jeszcze nie widział rannej sylvari i nie miał pojęcia, co może wyciekać z ich przebitego ciała.

Rękawem wytarł ramię Killeen, odsłaniając dwa ukąszenia, z których wypływał złocisty płyn iskrzący się życiem. A więc większość krwi rzeczywiście należała do pająka. Rany w ramieniu Killeen nie krwawiły intensywnie, ale ciało wokół nich zaczęło już nabrzmiewać i żółknąć. Skórę miała jędrną i twardą, niczym osłona kasztana jadalnego. Była zimna, ale nie lepka. Czy to dobry znak, czy zły?

Dougal nie wiedział nawet, czy sylvari się pocą.

– Trochę boli – odezwała się Killeen, odwracając głowę, z przygaszonym blaskiem w dużych oczach. Wtedy zauważyła ponury wyraz twarzy Dougala, więc zamrugała i zebrała się w sobie na tyle, by zadać pytania.

– Myślisz, że umieram? Skąd to wiesz? Jest jakiś specjalny sposób na stwierdzenie tego? – Próbowała mówić dalej, ale przeszkodził jej atak kaszlu. Skóra wokół ran robiła się bladożółta, co powoli rozprzestrzeniało się na resztę ciała.

Podczas gdy Dougal obracał i przytrzymywał Killeen, nornijka i golem zaczęli rozgniatać stado pająkokształtnych cieni na czarno-niebieską miazgę. Dougal pochylił się nad osłabioną sylvari, by ochronić ją swoim ciałem przed latającymi kawałkami kości i stawonogów. Popatrzył jej w twarz, złotą i bladą.

I uświadomił sobie, że złamał swoją pierwszą zasadę. Będzie się czuł strasznie, jeśli ona zginie.

Obejrzał się i zobaczył Gydę, ciężko dyszącą, z młotem trzymanym w obu dłoniach. Wokół niej powstał pierścień rozgniecionych pajęczych ciał. Golem Clagga miał pod kamiennymi stopami gęstą, niebieskawą masę.

Gdy rzeź dobiegła końca, Dougal zauważył, że sylvari straciła przytomność, więc gestem wezwał pozostałych do jej boku.

– Krucze skrzydła – rzuciła Gyda, ciężko dysząc z wysiłku. – Ona robi się coraz bledsza, człowieczku.

– To przez truciznę – wyjaśnił Dougal. – Szybko działa.

Clagg zszedł ze swojej uprzęży na piersi Łamacza, by lepiej przyjrzeć się sylvari.

– Szacuję, że pozostało jej tylko kilka minut, zanim całkowicie pochłonie ją trucizna. Czy któreś z was dysponuje eliksirem, maścią lub czarem, który mógłby jej pomóc?

Gyda wzruszyła ramionami.

– Czy ja ci wyglądam na alchemika? – rzucił Dougal, krzywiąc się.

– Biorąc pod uwagę twoją historię – odpowiedział Clagg – pomyślałem, że może gdzieś coś takiego ukradłeś. Nieważne. Mam tu coś, co powinno załatwić sprawę.

Asura zaczął grzebać w torbie zawieszonej ukośnie przez ramię i pierś, wyciągnął z niej przejrzystą fiolkę pełną gęstego, niebieskiego płynu, po czym wlał jej zawartość w blade usta Killeen, przez wargi wyschłe niczym jesienne liście. Następnie Clagg wstał i zatkał z powrotem fiolkę.

– To powinno wystarczyć, by nie dopuścić do jej zgonu – stwierdził – przynajmniej na jakiś czas. – Odliczę ci to od twojego udziału – dodał głośno, schylając się nad sylvari. Potem klepnął nornijkę w kolano i polecił: – Przywiąż ją do pleców mojego golema.

Gyda podniosła Killeen, jakby sylvari była bezwładną, szmacianą lalką.

– Jeśli od razu zabierzemy ją do Boskiej Przestrzeni, nic jej nie będzie – stwierdził Dougal.

– To prawda – zgodził się Clagg – ale nie po to zaszliśmy tak daleko, żeby teraz zawracać.

– Zapomnij – rzucił Dougal. – Straciliśmy członka grupy. Ekspedycja dobiegła końca. –

Wyciągnął ręce, by przejąć Killeen od Gydy. Nornijka nie drgnęła i nie chciała jej puścić.

Odpychając Dougala na bok, Gyda przeszła za plecy golema i zaczęła pracowicie mocować bezwładną sylvari do uprzęży za pomocą liny.

Dougal popatrzył wściekle na Gydę, ale odezwał się do Clagga.

– Pójdziemy teraz do miasta i zapewnimy jej jakąś opiekę. A tutaj wrócimy później, gdy wszyscy będziemy w pełni sił.

– Nie mamy na to czasu – odpowiedział Clagg, wspinając się z powrotem do opancerzonego siedzenia na piersi golema.

– To cmentarzysko – stwierdził Dougal z irytacją, obracając się do asury. – Oni wszyscy nie żyją. Jestem pewien, że pozostałe pająki poczekają. Skąd ten pośpiech?

Patrzący teraz na z góry Dougala Clagg uniósł brwi i cmoknął.

– Jeśli ja zdołałem odkryć, kto leży tu pochowany, innym też może się to udać. Wiedza się rozprzestrzenia. Idziemy dalej. Czeka na nas Oko Golema.

Dougal widywał już wcześniej u innych chciwość, która rozbłysła teraz w oczach Clagga. Jednoznaczna zapowiedź katastrofy. Chciwość sprawia, że ludzie robią się nieostrożni, a w grobowcach takich jak ten nieostrożność prowadzi do śmierci.

– To szaleństwo. Wracam do Bramy Czaszki i Boskiej Przestrzeni. Znam drogę. Zabiorę Killeen ze sobą. – Ruszył w stronę pleców golema, ale na jego drodze wyrosła olbrzymia postać Gydy.

Clagg odchrząknął.

– Obawiam się, że nie możemy ci pozwolić na opuszczenie nas – powiedział asura. – Twoja obecność zwiększa nasze szanse na sukces, choćby o te kilka procent. To właśnie dlatego w ogóle cię zatrudniłem. Zostaniesz z nami.

– Nie mam miecza. – Dougal warknął, bardziej na siebie niż na Clagga.

– Nie zatrudniłem cię dla twojej szermierki, tylko dla rozumu, choć wydaje się ograniczony. – Asura posłał człowiekowi lodowaty uśmiech.

Gyda zaśmiała się złośliwie.

Dougal popatrzył na pozostałą dwójkę hien cmentarnych. Bez broni nie miał szansy w walce z którymkolwiek z nich, choć nawet przy właściwym uzbrojeniu starcie byłoby ryzykowne. Samodzielny powrót oznaczałby zostawienie Killeen z nimi, co doprowadziłoby do jej śmierci, gdy głupota sprowadzi na nich zgubę.

Przez dłuższą chwilę Dougal patrzył gniewnie, po czym odwrócił się, podniósł dogasającą pochodnię i ruszył dalej w głąb krypt pod miastem. Gyda maszerowała tuż za nim, kopiąc kawałki kości, które uderzały w pięty Dougala, a Clagg prowadził Łamacza na końcu grupy – po golemie w żaden sposób nie było widać, by przeszkadzał mu dodatkowy ciężar Killeen na plecach. Na każdym skrzyżowaniu Clagg sprawdzał swoją świe­cącą mapę i kierował ich najmniej wygodną drogą.

W miarę jak wchodzili w głąb nekropolii, Dougal zauważył jeszcze kilka pułapek, szybko je rozbrajając. Nie miał też problemu z zamkami nielicznych napotykanych po drodze drzwi, które otwierał za pomocą garści stalowych narzędzi trzymanych w poręcznym woreczku z moleskinu. Maszerowali teraz w milczeniu, poza regularnymi rozkazami wydawanymi przez Clagga i okazjonalnymi jękami Killeen. A przez cały czas Dougal rozmyślał o asurze, którego grobowiec mieli obrabować.

Blimm.

Kiedy dogadał się z Claggiem w sprawie zatrudnienia, Dougal przegrzebał starożytne teksty i księgi w archiwach miejskich, ale nie dowiedział się zbyt wiele o nim. Miał nadzieję, że ta skromna wiedza wystarczy. Blimm – geniusz nawet według standardów asurów – żył kilka stuleci temu. Naukę zawodu rozpoczął jako golemanta, twórca golemów, u Ooli, kolejnej legendarnej przedstawicielki tej drobnej rasy. Po ukończeniu terminu Blimm zamieszkał w miejscu, które miało się stać Boską Przestrzenią, gdzie (podobno) dokonał – utraconych w otchłani dziejów – niezwykłych postępów w zakresie konstrukcji golemów.

Według Clagga największym osiągnięciem Blimma było stworzenie dużego, mistycznego klejnotu napełnionego energią magiczną. Nazwany Okiem Golema kamień najwyraźniej również zaginął wraz z wiedzą i miejscem pochówku asury.

Tak było dotąd. Clagg odkrył tę wiedzę i zebrał ekipę w sposób typowy dla asurów: talenty dobrane z myślą o osiąg­nięciu konkretnego celu. W tym przypadku oznaczało to kogoś znającego się na czarach, siłacza, osobę od pułapek i niekwestionowanego przywódcę, którym oczywiście miał być Clagg. W takiej właśnie grupie weszli do krypt w poszukiwaniu Oka Golema.

– Czemu stanęliśmy? – Clagg krzyknął z końca ich króciutkiej kolumny.

– Utknęliśmy – wyjaśnił Dougal, próbując nie zdradzić głosem odczuwanej ulgi.

Miał przed sobą coś bardzo prostego – drzwi okute żelaznymi sztabami. Clagg skierował swojego golema do przodu i potrząsnął głową z powodu niezdarności człowieka.

– Otwórz to – polecił.

– Nie mogę – odpowiedział Dougal. – One nie są zamknięte na klucz, po prostu się zablokowały. Wypaczyły we framudze. Zamek nie ma tu nic do rzeczy. To równie dobrze mogłaby być ściana.

– Wiem, jak sobie radzić ze ścianami – stwierdził Clagg. – Gyda? Nornijka wystąpiła do przodu i gestem poleciła człowiekowi i asurze cofnięcie się. Dougal zrobił parę kroków do tyłu, mając po cichu nadzieję, że nagle uaktywni się jakaś niezauważona przez niego pułapka.

Gyda stanęła przed drzwiami i popatrzyła na nie tak, że przez chwilę Dougal sądził, że zamierza je wybić z futryny samym ciężarem spojrzenia. Potem z jej gardła wydobył się głęboki, koci warkot. Jej odsłonięta skóra pokryła się białą sierścią i przez chwilę wydawało się, że na opancerzone ciało nornijki nakłada się inna, widmowa postać bestii. Potem obraz nabrał realizmu i Gyda zmieniła się w olbrzymiego kota na dwóch nogach, z białym futrem o czarnych plamkach, z pancerzem i bronią wchłoniętymi przez nowego stwora.

Gyda przywołała swój totem, Śnieżną Panterę. Bestia skoczyła do przodu, uderzając w drzwi potężnymi łapami.

Wzmocnione drewno wytrzymało, ale zawiasy ustąpiły i całe drzwi wyskoczyły z framugi, wpadając z powrotem do pomieszczenia. Siła i sprawność nornijki wywarły duże wrażenie nawet na Dougalu. Zaczął mówić:

– To było bardzo...

– Dlatego właśnie twoi ludzie wymierają, a wasze miejsce zajmują lepsze rasy – z prychnięciem przerwała mu Gyda.

Dougal zaczerwienił się ze złości, ale tylko przecisnął się obok niej, wysoko unosząc pochodnię i wkraczając w kolejny korytarz pełen kości. Zaczynał nabierać przekonania, że Boska Przestrzeń, to wspaniałe miasto ludzi, zostało zbudowane na górze szkieletów.

– Jedna rzecz, której nigdy nie zrozumiałem, jeśli chodzi o Blimma... – Dougal krzyknął przez ramię w stronę Clagga.

– Sądzę, że taki fajtłapa jak ty mógłby wypełnić cały grobowiec Blimma rzeczami, których nie rozumie – z cmoknięciem odpowiedział asura.

Dougal zignorował przytyk. „Fajtłapa” było określeniem używanym przez asurów w stosunku do ludzi, i to niezbyt pochlebnym.

– Zawsze słyszałem, że asurowie tradycyjnie palą swoich zmarłych. Jednak nie Blimma. Czemu on w ogóle zbudował sobie grobowiec?

– Pod koniec życia przestał wierzyć w Odwieczną Alchemię: że wszyscy stanowimy element większego równania – wyjaśnił Clagg. – Blimm uznał się za niezależną funkcję. To dlatego dokonał tak wielkiego postępu z konstruktami nekromantycznymi, używając do golemancji kości i martwego ciała.

Był gotów testować pomysły, których żaden pomniejszy asura w ogóle nie wziąłby pod uwagę.

– A ponieważ nie pasował do innych asurów, nie chciał, by któryś z nich korzystał z wyników jego badań – uzupełnił Dou­gal.

– Mniej więcej, ale to nie wszystko – odpowiedział Clagg. – Pod koniec życia obracał się w dziwnym towarzystwie. Ludzie. Nekromanci. Bez obrazy, podrostku – dodał, rzucając przez ramię.

Killeen odpowiedziała stłumionym jęknięciem.

– Wygląda na to, że był strasznie zadufany w sobie – skomentowała Gyda. Uwaga nornijki zaskoczyła Dougala, który przypuszczał, że nie będzie słuchać ich rozmowy. – Z drugiej strony, który asura taki nie jest?

Clagg roześmiał się szczekliwie.

– Zgadzam się, wielu moich pobratymców cierpi na przerost ego, ale Blimm był do tego szalejącym paranoikiem. Mówi się, że najlepsze umysły ulegają najgłębszemu szaleństwu. A Blimm zdecydowanie był szalony.

Korytarz skończył się w szerokiej sali oświetlonej sztucznym blaskiem. Po jej drugiej stronie schody z polerowanego, zielonego kamienia zdobionego brązem prowadziły do wielkich, mosiężnych drzwi, obstawionych po bokach ogromnymi misami niebiesko-zielonych płomieni rzucających niesamowite światło. Złoconą ramę drzwi zdobiły tańczące w nienaturalnym świetle płaskorzeźby stycznych i kątów asurańskiego alfabetu. Wbrew sobie Dougal poczuł się wstrząśnięty.

– Moi drodzy – odezwał się z satysfakcją Clagg, odkładając swoją mapę – dotarliśmy na miejsce. Witajcie w grobowcu Blimma.