122

396
103
83
Publiczne serwery głosowe Sygnatury Jaka jest twoja historia? Generator buildów Luna Atra Pobierz Klienta Gry Wymagania sprzętowe GW2
{https://account.arena.net/register?alt=gw2} Sygnatury Oferta Domen Publiczne serwery głosowe

DUCHY ASKALONU

Matt Forbeck i Jeff Grubb

Spis treści

Rozdział Pierwszy

Rozdział Drugi

Rozdział Trzeci

Rozdział Czwarty

Rozdział Piąty


3

Cała trójka wspięła się schodami, idąc obok siebie, z Dougalem między większą od siebie nornijką i sterowanym przez asurę golemem. Same schody były szerokie i niskie, niemal jak rampa prowadząca do wielkich, podwójnych drzwi.

Dougal posłał spojrzenie Killeen, która zwisała z pleców golema niczym dziecko w nosidełku. Zdołała się słabo uśmiechnąć i spróbowała unieść rękę. Wyglądało na to, że eliksir Clagga zaczyna działać, albo aktywowały się naturalne zdolności regeneracyjne sylvari.

Dotarli do szczytu. Dougal poczuł się niczym suplikant w wielkiej świątyni. Jedno ze skrzydeł drzwi zdobiła duża, stalowa płaskorzeźba wielkości człowieka, sprawiająca wrażenie jakby wyłaniała się ze ściany. Przedstawiała golema w antycznym stylu, patrzącego na wszystkich, którzy podchodzą do drzwi. W masywnej głowie płaskorzeźby tkwił jaskrawy czerwony klejnot. Na jego widok Gyda gwałtownie wciągnęła powietrze.

Nornijka wyciągnęła rękę i wyrwała go z drzwi, po czym przyjrzała mu się uważnie i ścisnęła w dłoni jak przejrzały orzech. Klejnot zachrzęścił jej w palcach, a chwilę później otwarła dłoń, wypuszczając z niej garść różowego pyłu.

– Sztuczny – rzuciła lekceważąco. – Tak łatwe dotarcie do tak wielkiego skarbu oznaczałoby prawdziwy brak wyobraźni ze strony tego twojego Blimma.

– Naprawdę sądzisz, że asura w rodzaju Blimma byłby dość głupi, by zostawić Oko Golema wstawione w zewnętrzną powierzchnię frontowych drzwi? – Clagg się skrzywił.

Dougal ledwie opanował śmiech z powodu pogardy, jaką ociekały słowa asury. Dobrze było zobaczyć kogoś innego smaganego słownym biczem Clagga.

– Dużo głupsze rzeczy widywałam na moich ziemiach – odpowiedziała Gyda.

– Albo w mijanym lustrze – mruknął Dougal, podchodząc, by obejrzeć napis wyryty we framudze drzwi.

– Stój! Coś ty...

– Cicho. Czytam. – Dougal uciszył nornijkę machnięciem ręki.

– Potrafisz to odczytać? – zapytał Clagg z lekkim zaskoczeniem.

– Zatrudniłeś mnie z powodu mojego rozumu – rzucił Dougal, trochę ostrzej niż zamierzał.

Przez chwilę przyglądał się słowom wyrzeźbionym na drzwiach. Napisano je asurańskim alfabetem, ale w archaicznym dialekcie, popularnym zanim podziemni asurowie zostali wygnani na powierzchnię ponad 250 lat temu. Zdania miały budowę na wpół matematyczną, na wpół strukturalną, a składnia mogłaby niejednego skrybę zmusić do sięgnięcia po butelkę. Wielu asurów nie potrafiło już nawet odczytać czegoś takiego. Według tego, co udało się dowiedzieć Dougalowi, paranoja Blimma sprawiła, że właśnie dlatego wybrał akurat ten sposób prowadzenia notatek.

Dougal przesunął palcami po tekście, jakby mógł palcami wydrzeć z niego treść.

– Jest bardzo stary, ale chyba zdołam go odczytać. – Odchrząknął i zaczął czytać na głos:

– Tu spoczywa Blimm, największy z golemantów, ulubiony doradca Livii, uczeń Ooli, której geniusz przerósł, największy umysł, jaki pojawił się w Tyrii w tym i każdym innym pokoleniu...

– Tak, tak, tak – niecierpliwie przerwał mu Clagg. – Bla, bla, bla. Przejdź do obietnic klątw, jakie spadną na każdego, kto zakłóci jego spoczynek. Może tam być coś przydatnego.

Dougal wzruszył ramionami i pominął kilka kolejnych słów.

– Proszę bardzo: „Niech ci, którzy ośmielą się naruszyć jego spokój, będą przeklęci na wieki przez kości spoczywające w tych grobowcach. Niech podniesie się przeciw nim ziemia, a ich szczątki służą za dowód jego wielkości. Aby ich pozostałości dołączyły do tych, które go otaczają”. Ciągnie się to w ten sposób jeszcze przez jakiś czas.

– Blimm postąpił tu w sposób typowo ludzki. Musiał spędzić zdecydowanie za dużo czasu na słońcu – skomentował Clagg. – Z drugiej strony, wygląda to na całkiem standardowe teksty. Wszystkie te ostrzeżenia przed wejściem brzmią tak samo. „Spójrz na mnie i poznaj prawdziwy strach”, „Zostaw mnie, albo będę cię straszył po nocach” i tak dalej. Niegroźne.

– To wcale nie znaczy, że to nieprawda. – Dougal zmarszczył brwi.

– Ależ proszę – rzucił Clagg. – Gdyby ci ludzie byli w stanie zrobić to, czym grożą, wciąż chodziliby po tym świecie, w takiej postaci czy innej. To tylko słowa.

Gyda wybuchnęła grzmiącym śmiechem, w którym brzmiała nuta złośliwości.

– Jeśli ten cały Blimm nie jest godny twojej uwagi, to czemu zawracamy sobie głowę rabowaniem jego grobu?

– Blimm był jednym z najzdolniejszych żyjących golemantów – odpowiedział Clagg. Klepnął kamienną pierś Łamacza. – Zazwyczaj potrzeba kilku magicznych motywatorów do poruszania zewnętrznego szkieletu golema z rozsądną prędkością – przynajmniej po jednym na każdy staw plus kolejne dla zmysłów. I trzeba je ustawić w bardzo szczególny sposób, inaczej wszystko się rozpadnie.

Jednak Blimm wymyślił sposób na nasycenie rubinu wielkości pięści podobną ilością mocy, jaką widzicie w moim Łamaczu. Ten sekret przepadł wraz z nim, ale legenda głosi, że również z nim został pogrzebany. Gdy dostanę Oko Golema w swoje ręce, powinienem być w stanie rozpracować ten proces i zostać największym golemantą tej epoki.

Gyda uniosła wielką dłoń, marszcząc brwi w wyrazie, który Dougal uznał za zmieszanie.

– Strasznie dużo mówisz, jak na kogoś tak małego. Znajdźmy ten rubin i spadajmy stąd.

Chciałabym opuścić to miejsce. – Przyjrzała się podwójnym drzwiom, a Dougal natychmiast zrozumiał, do czego się szykuje.

– Poczekaj – rzucił, wyciągając torbę z narzędziami. – Spróbujmy najpierw prostszego sposobu.

Dougal podszedł do otworu powstałego po wyjęciu klejnotu z głowy golema. Płaskorzeźba była pusta w środku, a za nią znajdował się prawdziwy labirynt cienkich drutów i kół zębatych, z których część jarzyła się lekko własnym blaskiem. Dou­gal otworzył swoją moleskinową sakiewkę, wybrał z niej cienkie, płaskie narzędzie przypominające wyglądem asurański symbol sumowania i wsunął je do otworu. Przekręcił przyrząd, a wielkie, podwójne drzwi z dudnieniem otwarły się do przodu. Gyda i Clagg musieli cofnąć się na szerokich schodach.

Za drzwiami znajdowało się okrągłe pomieszczenie ze sklepieniem i ścianami najeżonymi kośćmi, które zdobiły również resztę krypty. Granitowa podłoga żłobiona była we wzór przypominający kawałki tortu, tworzący serię koncentrycznych pierścieni wokół podwyższenia na środku sali.

Podwyższenie w centrum wzoru zrobione było ze sterty czaszek, choć stojący przy drzwiach Dougal nie potrafił stwierdzić, czy są to prawdziwe elementy szkieletów, czy tylko rzeźbione kamienie. Uznał jednak, że raczej to pierwsze, by wzbudzić strach w potencjalnych rabusiach. Na czaszkach spoczywała duża marmurowa skrzynia, na której bokach wyrzeźbiono napisy w alfabecie asurów. Pokrywę sarkofagu zdobiła ponad naturalnej wielkości podobizna zmarłego z rękami złożonymi na piersi, ubrana w wyszukane kamienne szaty zdobione szlachetnymi kruszcami.

A tuż nad czołem leżącej kamiennej postaci unosił się klejnot wielkości pięści Clagga. Obracał się powoli i pobłyskiwał w świetle płynącym od drzwi.

Clagg zmusił Łamacza do pchnięcia Dougala do przodu.

– Rób to, za co ci płacę – rzucił Clagg.

– Moim zadaniem jest otwieranie zamków i rozbrajanie pułapek. – Dougal cofnął się o krok.

Clagg pociągnął nosem.

– Gwarantujesz, że nie ma tu żadnych więcej pułapek i można bezpiecznie zabrać ten klejnot, który się tam unosi?

Dougal nie odpowiedział, ale Gyda klepnęła go w plecy.

– Właź tam – warknęła. – Weź dla nas rubin... albo rzucę cię na trumnę z tego miejsca.

Sięgnęła do niego, wyraźnie zamierzając zrealizować swoją groźbę, i Dougal wszedł do sali. Uwolniwszy się na chwilę od towarzyszy, wyciągnął z plecaka zwój liny, rozwinął ją i rzucił koniec Claggowi. Asura obwiązał go wokół talii golema. Mężczyzna złapał drugi koniec liny i owinął ją sobie wokół nadgarstka, pozwalając, by ciągnęła się za nim. Podłoga pod jego stopami sprawiała wrażenie gąbczastej, niczym droga po wchłonięciu wiosennego deszczu. Choć wydawała się solidna, Dougal ostrożnie stawiał stopy, idąc w stronę środka sali.

Po zbliżeniu się do trumny był już prawie w stanie odczytać asurańskie inskrypcje podobne do tych na drzwiach. O ile mógł stwierdzić, powtarzały wielokrotnie te same ostrzeżenia, które zamieszczono przed wejściem, tylko bardziej stanowczym tonem.

Dougal rzucił pod stopy kilka ostatnich zwojów liny i stanął na palcach, nachylając się nad sarkofagiem spoczywającym na podwyższeniu z kości. Klejnot nad czołem Blimma tańczył w świetle, chwytając i odbijając padający od wejścia blask. To nie była nędzna imitacja.

– To oryginał – poinformował Dougal.

– Przynieś mi go. Już. – Głos Clagga zdradzał tłumione napięcie.

Dougal jeszcze przez chwilę przyglądał się klejnotowi. W jego wnętrzu wirował delikatny blask, coś uśpionego przez niezliczone lata, ukrytego w tym zamkniętym pomieszczeniu.

– Tu musi być jakaś pułapka – rzucił Dougal.

– A widzisz ją? – zapytał Clagg.

Dougal obejrzał klejnot ze wszystkich stron. Nie zobaczył żadnych drutów, dźwigni, ukrytych płytek ani ruchomych paneli trumny. Miał do czynienia z magią. Asurańską. Naprawdę nienawidził asurańskiej magii.

– Nie – odpowiedział w końcu – ale to nie znaczy, że tu niczego nie ma.

– Niedźwiedzia krew! – rzuciła Gyda. – Jesteś najbardziej bezużytecznym włamywaczem, jakiego kiedykolwiek spotkałam. Sama mogłabym nie zobaczyć pułapki!

Dougal zignorował nornijkę i odezwał się do Clagga.

– Wykrywasz coś swoimi metodami?

Asura sprawdził rząd świecących się klejnotów na swojej uprzęży, po czym potrząsnął głową.

– Wydaje się bezpieczne.

Dougal prychnął. Zdarzało mu się już słyszeć w takich chwilach dokładnie te same słowa. Nigdy nie okazywały się prawdą.

Zacisnął zęby i sięgnął po klejnot. Blask w jego środku przybrał na sile i zawirował szybciej, jakby coś w środku chciało wyjść na spotkanie jego dotykowi. Gdy zbliżył palce do ostrych faset klejnotu, podłoga pod stopami zaczęła lekko wibrować, choć nie był pewien, czy to nie był tylko efekt działania jego nerwów.

Cofnął rękę.

– Zabierz stąd Killeen – rzucił. – To nie wygląda za dobrze.

– Ty beznadziejny tchórzu – krzyknęła Gyda. – To tylko kamień! Weź go i skończmy z tym.

– To wymaga ostrożności i precyzji – ostro odciął się Dougal – a nie prymitywnej siły!

– Nie masz pojęcia o sile! Powstrzymuje cię tchórzostwo! – zagrzmiała Gyda. – Powinnam tam podejść i ci zademonstrować!

– Tylko byś tu nabałaganiła – automatycznie odpowiedział Dougal. – Zawołam cię, gdy będę potrzebował wołu pociągowego!

Dougal pożałował tych słów, gdy tylko je wypowiedział. Rycząc z wściekłości, nornijka przerzuciła młot przez ramię i wpadła do sali, a pod jej ciężkimi butami zatrzęsła się podłoga.

– Zeszłam do tej brudnej krainy cywilizowanych tchórzy – Gyda wrzeszczała, stąpając ciężko – żeby wyrobić sobie imię i pomimo działania w cieniu legendarnego kuzyna Gullika cholernie dobrze sobie z tym radzę. To dopiero początek mojej sagi, którą śpiewać będą przy wszystkich nornijskich ogniskach przez wiele stuleci! A ty, człowieczku, nie będziesz w niej nawet przypisem!

Dougal chwycił linę i ustawił się po drugiej stronie trumny, osłaniając się nią przed wściekłą Gydą. Rzuciła się na niego. Dougal uskoczył wokół podwyższenia, starając się, by rozdzielała ich sterta kości. Słyszał, jak stojący w drzwiach Clagg śmieje się z całego zdarzenia.

Mężczyzna uświadomił sobie, że uspokojenie wściekłej nornijki nie wchodzi w rachubę. Będzie musiał jak najlepiej wykorzystać zaistniałą sytuację.

Wojowniczka z furią w oczach skoczyła na niego ponownie, ale znowu umknął, obiegając sarkofag. Zrobił to już dwukrotnie, uciekając przed chwytem Gydy. Za trzecim razem rzuciła się na niego, próbując przeskoczyć nad kamiennym sarkofagiem i złapać Dougala potężnymi dłońmi, jednak nie udało się jej skoczyć dość wysoko i wylądowała na kamiennej pokrywie.

Widząc to, Dougal chwycił upuszczony wcześniej koniec liny i złapał Oko Golema, wciąż unoszące się nad kamienną postacią Blimma.

Jasnoniebieskie oczy Gydy rozszerzyły się tak bardzo, że Dougal zobaczył ich białka. Wyszczerzył się do niej i szybko zrobił trzy kroki do tyłu. Jeśli miało się stać coś złego, będzie miał do towarzystwa wściekłą nornijkę. Klejnot w dłoni Dougala rozjarzył się jak uwięziony ogień.

Pierwszym sygnałem „czegoś złego” było szarpnięcie i przekrzywienie się podłogi jak pokładu statku, który właśnie wpłynął na mieliznę. Dougal został zbity z nóg, a Gyda uczepiła się sarkofagu z całą siłą wszystkich czterech umięśnionych kończyn. Człowiek rozejrzał się wokół i zobaczył, że podłoga wokół niego faluje.

– Nie upuść go, ty niezdarny fajtłapo! – wrzasnął Clagg. – Rzuć mi go!

Cofając się od podwyższenia, Dougal zważył klejnot w dłoni. Był pewien, że gdyby go rzucił asurze, Clagg odciąłby linę i zostawiłby ich oboje swojemu losowi. Zamiast tego teatralnym gestem wsadził klejnot do kieszeni koszuli i zapiął ją na guzik. Potem złapał linę obiema rękami i zaczął się przeciągać z powrotem przez falującą podłogę.

Zanim jednak przesunął się choć trochę w stronę drzwi, ściany zadrżały równie mocno jak podłoga. Dougal rozejrzał się wokół sali i zobaczył, że podwyższenie zaczyna się rozpadać.

Kości kolejno odrywały się od podstawy sarkofagu, unosząc się przez chwilę w powietrzu, potem łącząc w grupę i zbierając się od strony głowy trumny niczym rój kościanych pszczół. Po kilku chwilach sarkofag zsunął się na podłogę, miażdżąc pod sobą resztki podwyższenia. Wciąż trzymająca się kurczowo rzeźby Blimma na pokrywie Gyda ryknęła ze strachu i entuzjazmu pośród świszczących wokół niej kości.

Dougal z wysiłkiem podniósł się na nogi i zaczął pochylony biec do drzwi, cały czas pomagając sobie liną wciąż przymocowaną do talii Łamacza. Zobaczył, jak nad ramieniem golema pojawia się Killeen, patrzy na niego jasnozielonymi oczami i próbuje odwiązać się od pleców kamiennego stwora.

Teraz kości zaczęły się odrywać również od ścian. Pędziły ze wszystkich stron w stronę tego czegoś, co tworzyło się u szczytu sarkofagu.

Dougal przepychał się w stronę drzwi przez prawdziwy huragan kostnego gradu. Po kilku krokach pośliznął się na wirującej czaszce i z impetem walnął w podłogę, wyduszając całe powietrze z płuc. Robiąc chwilę przerwy na odzyskanie oddechu, uświadomił sobie, że znalazł się poniżej głównego strumienia poziomego deszczu kości. Obejrzawszy się na sarkofag, zobaczył Gydę stojącą tam przed przybierającym kształty stworem i z krzykiem szykującą się do zadania dwuręcznego ciosu swoim potężnym młotem.

Monstrum przypominało nieco człowieka, lecz było trzy­krotnie wyższe, a każdy element jego ciała składał się z ka­wałków i zlepków kości. Tam, gdzie powinny znajdować się nogi, zaczynało się wężowe skupisko powiązanych ze sobą magią kości udowych, piszczeli i przypadkowych mniejszych odłamków szkieletu. Jego głowę tworzył przynajmniej tuzin czaszek, rozbitych na kawałki i połączonych z powrotem w bryłę z grubsza przypominającą ludzką głowę.

Gyda ryknęła z determinacją i radością, atakując górującą nad nią kościaną bestię.

– Wreszcie – krzyknęła. – Wreszcie godna mnie walka! Pokażę wam, jak sobie z tym radzą nornowie!

Młot Gydy każdym uderzeniem rozbijał kości na coraz mniejsze kawałki, tworząc z nich kościany pył. Przez chwilę wyglądało, jakby nornijka wygrywała z konstruktem Blimma i na moment w sercu Dougala pojawiła się nadzieja. Wciąż utrzymując się poniżej świszczących w powietrzu kości, mocno owinął sobie linę wokół nadgarstka, by nie wypuścić jej z ręki.

– Strażnik grobowca! – wykrzyknął podekscytowany Clagg. – Tworzy potężnego strażnika grobowca z kości! Samopowielający się zbliżeniowy konstrukt taumaturgiczny! Nie miałem pojęcia, że Blimmowi udało się rozwiązać ten problem!

Niestety, kości rozbite przez nornijkę natychmiast łączyły się z powrotem. Śmigające w powietrzu odłamki przebijały jej skórę i wojowniczka krwawiła już z przynajmniej tuzina drobnych ran. Na chwilę w jej oczach pojawił się dziki błysk i Dougal mógłby przysiąc, że przez moment wyglądała na przestraszoną. Potem jednak zaatakowała ze zdwojoną siłą, zdeterminowana, by pokonać stwora. Jej wysiłki wydawały się jednak równie skuteczne jak atakowanie piaskowej wydmy.

– Tak! Walcz dalej! – wrzasnęła do stwora Gyda, z szerokim uśmiechem na zakrwawionej twarzy, choć jej oddech robił się coraz cięższy, a zamachy młotem zwalniały. – Rośnij! Na szczęki

Niedźwiedzia, daj mi walkę, o której będą śpiewać przez wieki!

Clagg robił się coraz bardziej podekscytowany.

– Jeśli pokonamy strażnika, będziemy mogli przeszukać również kości Blimma. W sarkofagu mógł ukryć jeszcze większe skarby. Łamaczu! Pomóż nornijce go zniszczyć!

Kamienny golem wkroczył do sali z asurą wciąż w uprzęży na piersiach i usiłującą się uwolnić Killeen przywiązaną do pleców. Dougalowi zrobiło się niedobrze, gdy uświadomił sobie, co się teraz stanie. Wrzasnął do Clagga, by stanął.

Jednak było już za późno. Łamacz wkroczył na pofalowaną podłogę, która natychmiast ustąpiła pod jego ciężarem.

Clagg wrzasnął, gdy wraz z Killeen i golemem poleciał przez dziurę w podłodze, znikając w mroku.