122

396
103
83
Publiczne serwery głosowe Sygnatury Jaka jest twoja historia? Generator buildów Luna Atra Pobierz Klienta Gry Wymagania sprzętowe GW2
{https://account.arena.net/register?alt=gw2} Sygnatury Oferta Domen Publiczne serwery głosowe

Bohaterowie

I

Nad Krytą wstawał kolejny piękny dzień, ciszę poranka zakłócał jedynie śpiew pobliskich ptaków i lekki szum drzew z pobliskiego lasu . Nagle, powietrze rozdarł wrzask starego młynarza Cresce.

- Wynoś się! Nie chcę cię więcej widzieć na oczy niezdaro!

Z młyna stojącego na wzgórzu wybiegł młody chłopak, ścigany przez krzyki starca. Kiedy odbiegł już na względnie bezpieczną odległość, zwolnił i zaczął snuć sie bez celu po wiosce.

Młody Arro miał dość pracy u zgrzybiałego Cresce, dość wioski w której nic się nie działo, rodziców którzy nie widzieli świata poza gospodarstwem, a na pewno miał już dość ciągłych krzyków starego młynarza. Jedyną chwilą wytchnienia dla chłopca były obchody Święta Ostrzy, pamiątki przywrócenia tronu królowej Salmie. Wtedy to, do wioski przyjeżdżał stary Mureh i wieczorem , przy wspólnym ognisku, nosząc zawsze tę samą czerwoną szatę, opowiadał o starych czasach, kiedy po ziemiach Tyrii stąpali bohaterowie. Opowiadał o wielkich bitwach, strasznych demonach, o tajemniczej bohaterce, która rzuciła wyzwanie mrocznemu bogu, o strasznych smokach drzemiących pod powierzchnią ziemi i wielu innych, dawno zapomnianych wydarzeniach.

Arro wyrwał się z zamyślenia i z zaskoczeniem zdał sobie sprawę, że przebywa w lesie. Rozglądnął się dookoła, ale nie wypatrzył żadnej ścieżki ani nawet prześwitu w ścianie otaczających go drzew. Był przerażony. Nigdy nie zapuścił się samotnie w głąb lasu, rodzice skutecznie wpoili mu wiarę o czających się tam potworach. Zdezorientowany, nie wiedział w która stronę pójść, aby powrócić do swojej wioski. Nagle podjął decyzję. Nie będzie wracał. Pójdzie w świat i zostanie bohaterem, lub nawet bogiem, jak Kormir. Chłopiec odszedł w głąb lasu.

II

- Poooobudka!- ostry krzyk dowódcy wyrwał Arro ze snu. Znów śnił o swojej rodzinnej wiosce, która w kilka miesięcy po jego ucieczce padła ofiara najazdu centaurów. Żołnierz potrząsnął głową, nie ma teraz czasu na takie rozmyślania, dziś jest wielki dzień! Dziś, po wielu latach beznadziejnej obrony przystąpią do ataku!

Arro szybko włożył mundur Awangardy, chwycił plecak z wyposażeniem i wybiegł przed namiot. Na głównym placu, wyznaczonym przez krąg namiotów zbierają się już doborowe oddziały jedynej ludzkiej siły mogącej stawić czoła Popielcom. Już po kilku chwilach wszyscy żołnierze ustawieni są w idealnym szyku. Komendant Samuelsson bez słowa przechodzi na przód kolumny i daje rozkaz do wymarszu. Za główną brama Ebonhawke rozciąga się spalone pustkowie, wieczna pamiątka po Spopieleniu. Żołnierze maszerują w milczeniu przestępując nad ciałami ich dawno poległych towarzyszy. Dowódca narzuca forsowne tempo marszu - nie potrwa to długo nim Popielcy zorientują się, że miasto zostało opuszczone.

Arro maszerował z pozostałymi oddziałami już blisko pół dnia, kiedy ziemią wstrząsnął potężny wybuch. Ich zapasy czasu właśnie znacznie się skurczyły, nikt nie spodziewał się, że Popielcy tak szybko wkroczą do miasta, które dzięki nowoczesnej technologii zostało przemienione w śmiertelną pułapkę.

Nagle zza pobliskiego wzgórza wyłonił się ciężki oddział Popielców wraz z pożeraczem oblężniczym.

- Rozproszyć się!- krzyknął Samuelsson, kiedy pierwszy pocisk wyrzucony przez pożeracza wyrył krwawą bruzdę w oddziale Awangardy. Arro padł na ziemię zasłaniając głowę przed latającymi we wszystkie strony odłamkami. Pierwsza myślą która przemknęła mu przez głowę była zdrada. Operacja , w której brał udział była szczegółowo zaplanowana i na trasie przemarszu nie miał prawa pojawić się żaden oddział Popielców. "Asury", pomyślał, "Czyżby wreszcie postanowiły przyłączyć się do którejś ze stron konfliktu?". Kolejny pocisk uderzył w głaz znajdujący się niedaleko żołnierza.

Arro zdążył zauważyć odłamek skały pędzący w jego stronę po czym osunął się na ziemię. Chwytając się resztek uciekającej świadomości poczuł osuwającą się ziemię i lepką krew spływającą mu po twarzy.

III

Był w lesie. Nie wiedział dokąd idzie, byle dalej od Cresce, dalej od ograniczonego świata wioski. Arro nie zastanawiał się dotąd skąd bohaterowie z opowiadań Mureh'a brali jedzenie. Teraz, kiedy zaczął się nad tym zastanawiać opowieści starego bajarza zdawały się coraz mniej prawdopodobne. Szczerze wątpił czy w domenie szaleństwa rosły jabłonie. Nagle chłopiec zauważył przemykającą na drzewie obok wiewiórkę.

- Mogłem przynajmniej zabrać swoją procę - mruknął pod nosem.

Arro podążył za znikającą między drzewami wiewiórką - w końcu one tez musza coś jeść. Po kilku minutach marszu usłyszał szum wody. Jeszcze kilka kroków i wyszedł na polanę, pośrodku której znajdowało sie małe jeziorko zasilane strumykiem. Podbiegł do strumyka i zaczął łapczywie pić wodę. Po zaspokojeniu pierwszego pragnienia, podniósł głowę i zauważył dwójkę żołnierzy przyglądających się mu z drugiej strony jeziora. Chłopiec zerwał się na nogi i zaczął uciekać w kierunku lasu. -Chłopcze, stój! - krzyknął jeden z żołnierzy. Arro przyspieszył jeszcze bardziej. Już wbiegał do lasu, kiedy potknął sie o wystający korzeń i upadł twarzą w ściółce.

IV

Arro powoli odzyskiwał świadomość. Czuł zakrzepłą krew oblepiającą mu twarz, a ból niemal rozsadzał mu czaszkę. Otworzył oczy , wsparł się na łokciach i rozglądnął po otoczeniu. Dookoła panowały prawie całkowite ciemności, tylko z góry sączyła się stróżka światła. Żołnierz odnalazł plecak ze swoim ekwipunkiem i wyciągnął z niego dwie ocalałe po upadku pochodnie. Odpalił je od zapałek - wynalazku asuriańskich techników - i podniósł nad głowę, by oświetlić resztę otoczenia. znajdował się w starym, podziemnym korytarzu. Wilgotne, porośnięte mchem kamienie wydawały się pamiętać czasy sprzed Exodusu. Arro wstał, podniósł swój plecak i ruszył w głąb korytarza. Z dala dobiegał zwielokrotniony echem dźwięk kapiącej wody. Był spragniony, plecak ciążył mu na ramionach a ciemność dookoła zdawała się dławić światło pochodni. Korytarz nagle się skończył, ustępując miejsca ogromnej , okrągłej sali. Oprócz korytarza, którym właśnie wszedł w sali znajdowało się pięć innych wyjść.

Arro zauważył stojąca pośrodku sali drewnianą skrzynię obkutą zaśniedziałym metalem. Ostrożnie podszedł do pojemnika, gotów w każdej chwili odskoczyć. Kiedy nic się nie stało, położył plecak na kamiennej posadzce, i zaczął ostrożnie otwierać wieko. Odór zgnilizny niemal powalił go na ziemię. Upuścił wieko i zanosząc sie kaszlem odpełzł od skrzyni. Jeszcze przed opadnięciem wieka zauważył co było jej zawartością. Skrzynię wypełniały porąbane ludzkie szczątki.

Arro rozglądnął się dookoła raz jeszcze - tym razem dokładniej - zauważył dziwne symbole wyryte na ścianach i zaschnięte plamy krwi. Było to miejsce jakiegoś barbarzyńskiego kultu. Musiał sie stąd wydostać jak najszybciej. Wstał, podniósł plecak, szerokim łukiem ominął skrzynię i udał się do wyjścia naprzeciwko korytarza, którym dostał się do sali. Dźwięk kapiącej wody nasilał się z każdym krokiem. Wszedł do częściowo zapadniętej sali. Po drugiej stronie pomieszczenia zauważył płytką kałużę, do której z sufitu skapywała woda. Podszedł do kałuży, pochylił się nad wodą i zaczął pić. Nagły wstrząs osunął kamienie przy kałuży. Arro odskoczył od wody i poczekał aż spadnie ostatni kamień.

Spadająca lawina odsłoniła wąską wnękę w ścianie. Zaglądnął do środka i zauważył skórzany pakunek. Wyciągnął go, i odwinął. Na rozwiniętej skórze leżał miecz. Arro podniósł go, a broń zapłonęła w jego rękach.

V

Żołnierze wydawali się być całkiem mili. Podzielili się z nim jedzeniem i nie próbowali porwać, jak niegdyś straszyła go matka. Poczuł sie trochę głupio kiedy powiedział im, że jest sierotą , ale nie chciał wracać do wioski. Okazało się, że żołnierze są członkami Awangardy i przybyli tu szukać nowych rekrutów, lecz oddziały centaurów przegoniły ich w głąb lasu. Kto by pomyślał! Obrońcy ludzkości z opowiadań Mureh'a w lasach przy jego wiosce! Niestety, kiedy zaproponował, że sam wstąpi do Awangardy, żołnierze się tylko roześmiali. Starszy z nich jednak szybko spoważniał.

- Co z nim zrobimy? Nie możemy go tutaj zostawić.

- Mój brat jest szewcem we Lwich Wrotach, być może przyjmie go do terminu.

- Nie! Ja chcę zostać żołnierzem - krzyknął Arro.

Młodszy ze strażników odwrócił sie do chłopca.

- Zrobimy tak: oddam cię mojemu bratu do terminu, a kiedy podrośniesz i będziesz nadawał się do walki, wrócimy po ciebie. A teraz ruszamy, nie możemy marnować więcej czasu w lesie. żołnierze spakowali swój dobytek i razem z chłopcem udali się w kierunku Lwich Wrót. Arro szedł szybkim krokiem za nimi. Wkrótce miał sie stać żołnierzem.

VI

Arro ze zdumieniem przyglądał się płomieniom strzelającym z rękojeści miecza. Znał tylko jeden miecz o takiej mocy. Wiele się o nim nasłuchał, kiedy jeszcze żył w swojej wiosce. Opowieść o ostrzu zwanym Sohothinem znajdowała się w stałym repertuarze Mureh'a. Nagle wiedział co musi zrobić i czemu Sześcioro sprowadziło go to tych tuneli. Arro spojrzał w górę, gdzie osuwające sie kamienie odsłoniły mały prześwit na szare niebo. Zaczął się wspinać, odrzucał w dół kamienie tarasujące mu drogę, aż w końcu wyszedł na powierzchnię. Rozglądnął się po nowym otoczeniu - w promieniu wzroku nie zauważył żadnego Popielca. Wspiął się na pobliskie wzgórze i zaczął wyglądać zrujnowanego miasta Askalonu. Na północ od swojej pozycji zauważył zniszczone mury i starą, wyłamaną bramę. Zaczął maszerować w ich kierunku. Tak, jak obiecał sobie będąc małym chłopcem , zostanie bohaterem. To on da spoczynek wszystkim duszom poległych żołnierzy, błąkającym się po Askalonie za sprawą klątwy Adelberna. Na wpół omdlały z wyczerpania, żołnierz stanął przed bramą Askalonu - niegdyś wspaniałego miasta. Z mieczem podniesionym nad głową wkroczył przez wyłamaną bramę. Szedł powoli ulicami, kiedy duchy żołnierzy gromadziły sie wokół niego przypatrując się mieczowi w jego rękach. Arro padł na kolana kiedy widmowa strzała przeszyła jego pierś. Upuścił płonący miecz i padł na bruk ulicy rozszarpywany przez duchy.

EpixHunter