122

396
103
83
Publiczne serwery głosowe Sygnatury Jaka jest twoja historia? Generator buildów Luna Atra Pobierz Klienta Gry Wymagania sprzętowe GW2
{https://account.arena.net/register?alt=gw2} Sygnatury Oferta Domen Publiczne serwery głosowe

Ostatni Szaman

I

Co tu tak śmierdzi do cholery? – wykrzyknął Pyre Dzikistrzał tak głośno, że bez wątpienia usłyszał go cały oddział.

Szedł na czele grupy Popielców zmierzających do obozu w Smoczej Gardzieli. Minęły 32 lata odkąd deszcz ognia obrócił żyzn,e tętniące życiem i zielone równiny Askalonu w wymarłe pustkowia. Natura nie znosi pustki więc miejsce niedźwiedzi, wilków i dzików zajęły potwory o jakich niewielu słyszało, tajemnicze magiczne i złowrogie istoty stanowiące zagrożenie dla każdego podróżnika. Jakimś cudem znakomita część populacji Grawlów również przetrwała kataklizm, stając się najpierw cierniem w oku ludzkich niedobitków rozpaczliwie broniących Askalonu przed najazdem z północy, a potem jeszcze większym cierniem w oku Popielców, którzy podbili te tereny. Dawne ludzkie królestwo, było teraz niebezpiecznym miejscem. Przyroda próbowała odrodzić się na nowo, dlatego gdzieniegdzie zaczęła pojawiać się trawa, widywano też, póki co dość rzadko, pojedyncze zwierzęta.

- Jakby spalenizną wodzu – odezwał jeden z Popielców.

- Dzięki Gramar, nigdy bym się nie domyślił. Myślałem, że to fiołki tak walą –odrzekł Pyre, na co reszta zgromadzonych ryknęła gromkim śmiechem, który błyskawicznie rozniósł się po okolicy.

- Bystry jesteś nie ma co. Dobra koniec tego. Kieł, bierzesz drugą drużynę i okrążasz palisadę z lewej strony, Szpon ty z pierwszą idziesz z prawej, każdy wejdzie przez bramę od swojej strony i spotkamy się na środku obozu, reszta gamoni za mną.

Podejrzenia Pyra wzbudziły uchylone frontowe wrota, coś co nie powinno mieć miejsca. W miarę jak zbliżali się do umocnień, smród spalenizny nasilał się. Panowała również niezwykła cisza. Próżno było nasłuchiwać dźwięków szczękającego żelaza towarzyszących treningom, odgłosów osełek i kołowrotków, szyderczych śmiechów i dopingu. Po przekroczeniu bram ujrzeli przypalone i powalone namioty oraz stos zwęglonych ciał.

Pyre zatkał nos – Jasna cholera, ktoś tu nieźle nasmrodził. I było słuchać durnych doniesień o ataku bestii? Widział ktoś kiedyś bestie urządzające sobie grilla?

Drużyny spotkały się na środku obozu. Jedna z nich prowadziła, ze sobą człowieka.

Centurionie zobacz kogo znaleźliśmy – rzekł jeden z wojowników.

Pyre przyjrzał się uważnie mężczyźnie. Był bardzo wychudzony, brudny i zaniedbany. Miał długie, poszarpane, klejące się włosy, ubrany był w podarta tunikę. Popielec z trudem rozpoznał szaty maga.

- To ludzki szaman, spalić niegodziwca – dało się słyszeć z tylnego szeregu.

-Widzę gamonie, że nie tylko ja rozpoznałem go po stroju. Nie żaden szaman a mag. Ludzie mają magów. I pewnie ten osioł co przed chwilą się wydarł sądzi, że ta oto namiastka istoty ludzkiej przyczyniła się do pożogi, jaką szaman, którego ścigamy zgotował naszym towarzyszom broni. Bo chyba już nikt nie wątpi, że jeszcze jakaś jedna plugawa menda ocalała, unikając należnej kary na stosie. Niewiarygodne. Po 7 latach od spalenia ostatniego, jak sądziliśmy zdrajcy okazuje się, że ktoś sobie w najlepsze praktykuje zakazaną szamańską magię. Wracając do tego chuchra tu przed nami, to widać po jego aparycji, że dobrych układów z….

W tym momencie ziemia pomiędzy Pyrem, magiem a resztą Popielców zapłoneła. Płomienie wystrzeliły w górę uderzając wszystkich falą gorącego powietrza, ale zgasły równie szybko, jak się pojawiły. Niespokojna banda zaryczał dziko, dobywając mieczy, toporów i naciągając cięciwy łuków.

-Spokój! Opuścić broń – krzyknął Pyre – Ładne światełka, ale po co ci to? Ledwie stoisz, a resztki energii tracisz na fajerwerki? – zwrócił się do mężczyzny, który teraz z wyczerpania przyklęknął. Nic ci nie zrobimy, nie ciebie szukamy.

Po tych słowach wśród tłumu zgromadzonych słychać było szepty niezadowolenia i zawodu.

-Widzę, że namiot wodza nadal stoi – kontynuował Pyre – Krwawy Szponie bierz te mizernotę i zanieś tam, mam z nim sporo do obgadania. Reszta nie stać tak – podniósł wyraźnie głos – obsadzić stanowiska, na posterunki, nie chcemy, żeby nas tu ktoś zaskoczył! Ruszać się!

II

Minęła godzina, nim Pyre wyszedł z namiotu. Od razu darł się na całe gardło.

-Pakować graty, ale już! Ruszamy natychmiast, komu się chce w krzaki niech leci od razu, bo potem nie będzie postojów!

Część Popielców ryknęła śmiechem, zaraz potem wszyscy zawyli donośnie z radości.

-Dokąd wodzu? – zapytał ktoś na palisadzie.

-Na łowy!

Szli ponad godzinę. Za przewodnika służył im mag. Był zbyt słaby by nadążyć za grupą, więc dwóch Popielców niosło go na prowizorycznych noszach. Nie szczędzili przy tym ostrych słów wyrażając swoje niezadowolenie.

- Stać! – rozkazał Pyre. Przed nimi rozciągał się wysoki i bardzo wąski wąwóz.

- Idealne miejsce na pułapkę. – wymamrotał pod nosem – Ha! A niech mnie ze skóry obedrą, jeśli czegoś tu dla nas nie przygotowali – powiedział tym razem głośno.

-Szpon, Kieł- odezwał się do dowódców drużyn – idziecie górą, z obu stron. Tylko cicho.

- Świński syn! Szaman zasrany! – krzyknął gniewnie Kieł – samo wdrapanie się tam zajmie z pół godziny.

- Poczekamy, ruszajcie, nie wejdę tam ot tak sobie. Bylibyśmy… – zwrócił wzrok w stronę maga leżącego na noszach – jak wy to ludzie mówicie, w czarnej dupie. A ja nie dam się wykiwać. Pójdziemy jak tylko obie drużyny wdrapią się na skały.

- Powiedz mi człowieku – Pyre usiadł koło noszy, które przed chwilą położono na ziemi – jak długo cie tam trzymali?

- Straciłem rachubę – odrzekł zachrypniętym głosem mag. Na początku liczyłem dni, mając nadzieję, że ratunek rychło przybędzie. Nie było łatwo. Dużo mnie torturowali – z trudem przełknął ślinę – po 740 albo 750 wschodach słońca straciłem rachubę.

- Ponad dwa lata w niewoli u Popielców? I ty to przeżyłeś? Moje gratulacje. Nie, żebyśmy byli dziką i barbarzyńską rasą, za jaką nas większość waszego gatunku uważa, ale na torturach to my się znamy, oj znamy.

- Właśnie wodzu – odezwał się ktoś z boku – jak już złapiemy to szamańskie ścierwo, to sobie je trochę pomęczym, nim ubijem prawda?

- A jakże! Pasy każę z niego drzeć. Ale najpierw będzie nam musiał wszystko wyśpiewać.

Następne parę chwil większość zgromadzonych debatowała nad tym które części ciała szamana odciąć najpierw, czy zacząć od wyrywania pazurów, czy może kłów, albo też od wtykania ostrych przedmiotów w ciasne otwory w ciele. A ponieważ pojmany musiał być zdolny do mówienia, słyszenia i widzenia tego co mu zrobią, szybko zdecydowano, że nie będzie to żaden z otworów na głowie. Po kwadransie obie drużyny zajęły pozycje na ścianach wąwozu i Pyre z resztą oddziału mogli ruszyć dołem. Rozkazał głośno rozmawiać, wyć, skowyczeć, stękać i sapać, nie omieszkał również wspomnieć o głośnym wypuszczaniu gazów, nie wiadomo czy mówił serio czy nie, ale ujmując rzecz krótko, każdy miał robić to co generowało możliwie dużo hałasu. A wszystko po to by byli słyszani z daleka i by odwrócić uwagę od drużyn przekradających się cichaczem przez zarośla na ścianach wąwozu. Skoro to pułapka, to ci, którzy ją zastawili będą obserwowali dno wąwozu, nieświadomi, że tak naprawdę sidła zatrzasną się na ich kończynach.

Po paru minutach i kilkuset przebytych metrach rozpętało się prawdziwe piekło.

Niespodziewanie spadł na nich grad strzał. Trzech wojowników padło od razu. Reszta skuliła się za tarczami. Jeden z nich doskoczył do elementalisty chroniąc go przed trafieniem, tak by mógł rzucić zaklęcie. Wystarczyły mu 3 sekundy. Nad stłoczonymi w wąwozie Popielcami zmaterializowała się niemal przezroczysta bariera. Groty dudniły w nią tak zajadle, że wielu pod nią odruchowo zakrywało łby łapami.

- Wytrzymać! – ryknął Pyre – Zaraz dostaną za swoje!

Ostrzał trwał jeszcze chwilę, po czym znacznie osłabł. W samą porę bo elementalista tracił już siły. Zaklęcie rozproszyło się. Zamiast stzrał z góry posypały się ciała łuczników.

- Naprzód! Biegiem marsz! – dał znak reszcie Pyre – Do samego końca!

Na górze walka nadal trwała. Słychać było brzęk żelaza, potworny skowyt będący oznaką niesamowitego bólu i krzyki. Co rusz na dno spadało jakieś zmasakrowane ciało lub odcięta kończyna. Wydawało się, że pada krwawy deszcz. Biegli dłuższą chwilę. Widać już było wyjście z wąwozu, a na środku postać ubraną w długie szaty. W dłoni dzierżyła kostur.

- Stać!!! – rozkazał Pyre – Wszyscy na boki!

Ową postacią był szaman. Zamknął oczy, a koniec kostura zabłysnął oślepiającym światłem. Z jego dłoni zwróconej w stronę oddziału wystrzeliła z ogromnym impetem kula ognia. Popielcy rzucili się w lewą i prawą stronę, a ci, którzy nie zdążyli zareagować na rozkaz dowódcy, a było ich trzech, szybko zmienili stan skupienia ze stałego na wyjątkowo rozproszony. Przypalone fragmenty ich ciał oblepiły wszystkich pozostałych. Niesamowity smród spalenizny drażnił nozdrza. Pyre, nawet nie musiał dawać rozkazu sformowania muru tarcz. Jego podkomendni sami błyskawicznie zbili się w szereg. Szaman szykował się do kolejnego zaklęcia. Pyre wiedział, że ma tylko chwilę na oddanie celnego strzału. Uniósł łuk. Przycelował. Na ułamek sekundy odór palonego mięsa zburzył jego koncentracje, ale szybko przypomniał sobie co musi zrobić. Przymknął jedno oko, zatrzymał powietrze w piersi i wypuścił cięciwę. Strzała pomknęła ze świstem ponad głowami żołnierzy tworzących mur tarcz i przebiła bark szamana. To wystarczyło by natychmiast przerwał zaklęcie i ryknął z bólu.

Teraz, brać go!!

Tarczownicy rozstąpili się i ruszyli biegiem przed siebie. Schowani dotychczas za nimi topornicy cisnęli swoimi toporami w stronę Szaman, który zamiast rzucić się do ucieczki, zmuszony był posiłkować się zaklęciem ochronnym. Te kilka dodatkowych sekund wystarczyło by pierwszy szereg doskoczył do niego. Jeden z wojów wyrżnął mu w pysk z całej siły stalową rękawicą, tak dla pewności. Cios zwalił Popielca nóg i Szaman padł nieprzytomny na ziemię.

- No to nam teraz ptaszku wszystko wyśpiewasz.

Szczęk żelaza ustał.

III

Otworzył oczy. Tępy ból w czaszce nie pozwolił mu skupić myśli. Gdy nieco zelżał, dla odmiany dał o sobie znać potworny ból dłoni . Szaman ryknął zajadle. Ręce miał skrępowane z tyłu, a palce połamane.

- Co się tak wiercisz? Próbujesz poluźnić więzy, zaklęcie byś rzucił co? A gówno! Bośmy ci z deczka te twoje serdelki poprzetrącali. Ha! Teraz nawet żeby się po dupie podrapać będziesz potrzebował asysty! No, to o kwestie bezpieczeństwa już zadbaliśmy – ciągnął dalej szyderczym tonem Pyre– ty sobie wygodnie siedzisz, strawy ci nie zaproponuje, bo długo tu nie zabawisz, powiedz mi czarusiu, nim cię odeślemy do twych fałszywych bogów co tu wyprawiałeś i czy jest was więcej. Czekaj! Nic nie mów – dodał tak szybko, iż szaman nie zdążył otworzyć pyska – Nie psuj zabawy. Chcesz zapewne mnie i mojej kompanyji oznajmić, że łajno nam powiesz. Łajno po kapuście. Tedy ja ci powiem, że ten oto zacny dżentelmen – wskazał szponem stojącego za nim potężnie zbudowanego Siwookiego – potrafi wyciągnąć zeznania nawet z tak mało elokwentnych istot jak Grawle. Zacznijmy więc, bo wieczór nas tu zastanie i komary się zlecą.

Następne piętnaście minut upłynęło wszystkim na słuchaniu jęków, wycia i krzyku, na oglądaniu ciała szamana, miotającego się spazmach bólu po piaszczystym podłożu i na rozkoszowaniu się myślą o jego porażce.

- Siwooki, przerwij on chyba coś bełkocze – zwrócił się Pyre do oprawcy.

Z gardła szamana wydobył się cichy bulgot. Przełknął ślinę i z wielkim trudem przemówił:

- Głupcy, żałośni głupcy, moja śmierć nic nie da. Pradawne zło, uśpione od tysiącleci przebudzi się. Widziałem… – zacharczał – Widziałem zagładę wszystkich stworzeń Tyrii. Przybędzie Ten który czuwał przez wieki. A wraz z nim przyjdą inni Jemu podobni. Nie będzie dla was ratunku. Nie będzie nadziei. On władać będzie światem. A wy znikniecie pod Jego łapami niczym pył rozwiany przez wiatr. Za dwieście cykli poznacie jego gniew.

Po wypowiedzeniu tych słów, szaman przeturlał się na drugi bok, uniósł się do pozycji półleżącej po czym z całej siły uderzył tyłem głowy w kamień leżący na ziemi. Dźwięk kruszonej czaszki doszedł do uszu wszystkich.

- Jasna cholera – ryknął Pyre zrywając się na nogi – On miał nam wyjawi ć wszystko co wiedział, a wyrecytował wierszyk i rozwalił sobie łeb. Liczyłem na wiadomości o kryjówkach, schowkach na broń, o liczebności jego oddziału, o drogach zaopatrzenia, o miejscach werbunku, o haniebnych magicznych rytuałach jakie odprawiał a zamiast tego dostałem bujdy o jakimś pradawnym śpiącym złu.

- Co mógł mieć na myśli wodzu? – spytał Szpon.

- Nie wiem. I gówno mnie to obchodzi…

slipknotmaggot4