122

396
103
83
Publiczne serwery głosowe Sygnatury Jaka jest twoja historia? Generator buildów Luna Atra Pobierz Klienta Gry Wymagania sprzętowe GW2
{https://account.arena.net/register?alt=gw2} Sygnatury Oferta Domen Publiczne serwery głosowe

Wiatr z północy

Iglar schował osełkę i zapatrzył się w płomienie ogniska odbijające się od klingi. Unosząca się w powietrzu pieśń zdawała się nadawać im rytm; chaotyczne rozbłyski zaczęły układać się w tańczące pary. Przysypiając, wrócił myślami do wydarzeń sprzed trzech dni. Starsi weselnicy utworzyli krąg, wolno kierując się w lewo. Wewnątrz tańczyła młodzież, ruchliwa niczym skaczące pod niebo iskry, śmiejąc się głośno i co raz wpadając na kogoś z zewnętrznego kręgu, wywołując u potrąconej osoby gniewne, niedźwiedzie pomruki. W samym środku zaś, wirując powoli, tańczyli nowożeńcy, scaleni ze sobą spojrzeniami. W niebieskich jak wody jeziora Drakkar oczach Astri płonął ogień, niby błędny ognik wciągając w głębiny zachwyconego Iglara, w tamtej chwili pragnącego tylko, by zostać w nich na zawsze.

Z sennego odrętwienia wyrwał go Erlend Łowca Gwiazd, który, zbliżając się do końca pieśni, trącił mocniej struny swej lutni. Wojownik powiódł ciężkim wzrokiem po siedzących wokół ogniska towarzyszach.

Po lewej siedział Agnar, szaman Rosomaka, który gwałtownym, ostrym jak pazury swego opiekuna charakterem zdobył sobie przydomek Wrząca Krew. I który był ojcem Astri, jego teściem. Obok Agnara spoczywał Halvor Lodołamacz; echo potężnego młota Halvora częstokroć przetaczało sie po całych Dreszczogórach.

Z głową złożoną na jego piersi spała Berit Silnoręka, małżonka Lodołamacza i równie słynna co on wojowniczka.

Po drugiej stronie ogniska siedzieli bracia Asle i Ottar, najbliżsi przyjaciele Iglara. U boku Asle leżał wilk, zmrużonymi ślepiami patrzący się w płomienie.

Obok Ottara uklękła Elinor, elementalistka powietrza i ziemi, a także skald Wietrznego Sioła, osady, z której pochodzili niemal wszyscy zebrani.

Oprócz Erlenda Łowcy Gwiazd, najsłynniejszego ze skaldów Północy, który cięciwą swego dębowego łuku potrafił władać równie biegle, co strunami lutni. Nie wiadomo, gdzie się urodził. Całe swe życie spędził, wędrując wzdłuż i wszerz Dreszczogór, nierzadko odwiedzając także ziemie Charrów czy królestwo ludzi. W każdej z podróży towarzyszył mu kruk, którego duch był opiekunem Erlenda. Teraz ptak siedział na ramieni łowcy, jednym ze swych czarnych jak węgiel oczu wpatrując się przenikliwie w Iglara.

"Ośmiu" pomyślał młody wojownik. "Jest nas dokładnie tylu, ilu najpotężniejszych Duchów Dziczy. Jormag nie podoła sile Nornów".

Iglar solidnie łyknął proponowanego mu miodu i włączył się do śpiewu.

Piękna, tragiczna pieśń o Jorze i jej bracie Svanirze płynęła przez noc.


Iglara z płytkiego, miodowego snu, w jakim się pogrążył, wyrwały fragmenty toczącej się przy ognisku rozmowy.

- Ruszymy na bestię od frontu, jak przystało na wojownikówn północy, nie będziemy podkradać się jak śnieżne lisy - głos należał do Halvora - skruszę tę lodową paskudę kilkoma uderzeniami mego młota!

- Ciszej Halvor, obudzisz śpiących - właścicielem niskiego, schrypniętego głosu był Agnar - myślę, że jutro będziemy bardziej zajęci pilnowaniem młodzików, aby smok za bardzo ich nie poharatał, kiedy będą próbowali się wykazać.

- Traktujecie Jormaga jak zwykła zwierzynę - odezwał się Erlend, trzeci z nocnych rozmówców - boję się, że zanadto lekceważycie jego siłę - łowca zamilkł na chwilę. - Zrywa się coraz silniejszy wiatr z północy.

- Lekceważymy czy nie, tak czy tak musimy się przespać. Skaldzie, zanim zaśniesz, zbudź Ottara, zbliża się pora jego warty.

"To już jutro! Wielkie polowanie na smoka. Niech Astri wie, że wyszła za bohatera." Iglar ponownie zapadł w sen.


Obudził się z krzykiem. Przez chwilę zdezorientowany błądził oczyma, nie pamiętając, gdzie się znajduje. Udało mu się zaczepić wzrok na wygasłym ognisku.

- Obóz, polowanie - wycharczał i splunął zalegającą mu w gardle flegmą. By się otrzeźwić, nabrał w dłonie śniegu i roztarł go po twarzy i karku. Wstał, omijając śpiących i poszedł się wysikać.

Gdy zapinał spodnie, zorientował się, że coś jest nie tak. Spojrzał w niebo, lecz nie potrafił dokładnie określić, jaka jest pora dnia; słońce przesłaniały ciężkie, nabrzmiałe chmury, zwiastujące rychłą śnieżycę. Z pewnością jednak nie był to ranek.

"Jak mogliśmy tak zaspać?" zastanawiał się. Nagle, pomiędzy gałęziami świerków zauważył błysk. Wyjął zza cholewy sztylet i ruszył w tamtym kierunku.

Na środku niewielkiej polany stał lodowy posąg. Iglar wkrótce rozpoznał jego rysy. Ostrze wypadło mu z dłoni i głucho uderzyło w zmarzniętą ziemię.

Ottar wziesionymi rękoma wskazywał niebo. Jego usta zamarzły w grymasie wiecznego krzyku. Kilka chwil później, zbudzeni wołaniami Iglara, na polanę przybiegli pozostali członkowie wyprawy. Asle podszedł do lodowej figury, szepcząc z rozpaczą:

- Braciszku, cóż ci się stało? Przynieście pochodnię, trzeba go uwolnić! - krzyknął przez łzy. Lecz gdy tylko dotknął powierzchni posągu, ten rozpadł się na niezliczone okruchy. Uniósł je mroźny, północny wiatr.


- Wracam do Wietrznego Sioła - kategorycznie oznajmił Asle - mój brat, zanim zginął, wskazywał niebo. Żadne stworzenie nie jest tak potężne, by zmienić człowieka w lodowy posąg. Poza tym, mój wilk zniknął, a on nigdy nie opuszcza mnie bez powodu. Jego ślady wiodą na południe.

- Sugerujesz, że Jormag opuścił swoje leże, nie czyniąc hałasu przefrunął nam ponad głowami i zmierza teraz gdzie niby? - powątpiewał Agnar.

- Do Wietrznego Sioła.

- Chłopak może mieć rację - odezwała się Elinor.

- Czyli co, mamy wracać z powrotem? A jak okaże się, że to nieprawda? Pomyślą, że spanikowaliśmy - denerwował się Halvor.

- Nawet jeśli to Jormag zabił twojego brata, to nie wydaje mi się, aby zdecydował się lecieć dalej na południe. Wioska znajduje się trzy dni marszu stąd, poza tym jest dobrze strzeżona. Moja żona, Odrun, na pewno przegnałaby bestię precz. Erlendzie - Agnar mimo wszystko zwrócił się do skalda - jakie jest twoje zdanie?

Łowca Gwiazd długo patrzył w niebo, z którego zaczynały spadać pierwsze płatki śniegu.

- Niech zdecyduje Iglar, to jego wyprawa.

Młody wojownik spojrzał na towarzyszy i rzekł:

- Tej nocy Orły zesłały mi sen. Choć po przebudzeniu pozostało z niego tylko nikłe wspomnienie, wiem, że znajdziemy Jormaga w jego leżu. Asle, rozumiem twój ból. Jeżeli tak dyktuje ci serce, możesz wrócić do Wietrznego Sioła. Lecz jeśli zostaniesz z nami, będziesz mógł pomścić swego brata.

- Zemsta czeka mnie na południu - odparł Asle, zarzucił łuk na ramię i odszedł w ślad za wilkiem.

- Pójdę z nim. Nawet jeśli nie ma racji, w tych dniach przyda mu się wsparcie - zdecydowała Elinor i zaczęła zbierać swoje rzeczy.

- Z ósemki pozostała piątka - westchnął Agnar. - Dobrze, tym więcej chwały. Ruszajmy, dość już czasu dziś straciliśmy.


Gdy opuścili świerkowy las, od przywłaszczonych przez Jormaga niewysokich, lecz niebezpiecznych, przypominających kły skalistych wzniesień oddzielały ich tylko Lodowe Łąki. W trakcie krótkich dni północnego lata, kiedy rozmarzało nawet jezioro Drakkar, porastały je tysiące kolorowych kwiatów; jednak przez większą część roku skryte były pod grubą, lodową pokrywą - stąd wzięły swą nazwę. Wojownicy, pozbawieni jakichkolwiek naturalnych osłon, brnęli przez dmący im w twarze wicher, wzniecający tumany śniegu. Chmury nie zdołały dłużej dźwigać swego brzemienia, rozszalała się potężna śnieżyca.

Widoczność została ograniczona do pleców najbliższego z towarzyszy, w takich warunkach przestało być ważnym, czy dzień jeszcze trwa, czy też zbliża się już zmierzch. Jednak serc Nornów nie niepokoiła możliwość nocnej walki. Jedynym, co w tej chwili mogło ich martwić, była ewentualność, że ich przeciwnik, zanim zostanie pokonany, nie zdoła zapamiętać ich twarzy.

Po wielu krokach, wyrwanych nieprzyjaznej przestrzeni, dotarli do pierwszej linii Śnieżnych Kłów - tak bowiem nazywano te skaliste wzniesienia.

- Musimy chwilę odpocząć, nim ruszymy na smoka - wykrzyknął spoza przesłoniętych ust Agnar. Skryli się w niewielkim, osłoniętym od wiatru skalnym załomie.

- Leże Jormaga powinno znajdować się w samym centrum formacji. To wielka niecka, choć bezpośrednio można dostać się do niej tylko z południa. Krążyły pogłoski, że smok hoduje sobie własne potomstwo. Uważajcie, gdy jakieś świństwa będą plątać się wam pod nogami - instruował Agnar - przygotujcie broń - szaman Rosomaka wyciągnął dwa krótkie, zakrzywione ostrza - czas na wielkie łowy!

Ruszyli w głąb Śnieżnych Kłów, czujnym krokiem myśliwych zmierzając na spotkanie z bestią. Na czele szedł Halvor Lodołamacz, w ogromnych, niedźwiedzich łapskach dzierżąc swój ogromny młot. U jego boku szła Berit Silnoręka, w obydwu dłoniach trzymając buzdygany. Po lewej ustawił się Erlend Łowca Gwiazd, z łukiem gotowym do strzału. Prawą flankę zamykał Iglar, nisko opuszczonym mieczem muskając śnieg. Agnar Wrząca Krew stąpał za Halvorem, przyczajony, gotowy do natychmiastowego skoku. Leże okazało się puste.

Skonsternowani wojownicy przez chwilę bezradnie rozglądali się dookoła, jak gdyby oczekując, że smok gdzieś się przyczaił. Jednak zdawali sobie sprawę, że tak wielka bestia nigdzie nie zdołałaby się ukryć.

- Pięknie - Agnar zwiesił głowę - a teraz biegiem do Wietrznego Sioła.

- Zaraz! Może on gdzieś tu krąży w pobliżu. Mógł przecież nie wrócić jeszcze z nocnego polowania - sprzeciwiał się Iglar, choć w jego sercu zaczął wzbierać ogromny niepokój.

- Sam nie wierzysz w to, co mówisz.

- Ale mój sen..

- Pluję na twoje sny - rozzłościł się Agnar - zawracamy.

Jednak nie wszystkim dane było opuścić Śnieżne Kły.

To, co wcześniej wzięli za ogromne, rozsiane po całej niecce głazy, nagle zaczęło ożywać, przeistaczając się w pokraczne, podobne do smoków bestie. Ich przednie łapy wyglądały jak wielkie kolce, kwadratowe pyski uzbrojone były w rzędy ostrych jak igły zębów.

- Lodowe Bękarty - wyszeptał Erlend, wypuszczając strzałę w kierunku najbliższego stwora. Ta tylko odbiła się z brzękiem.

- Ha! No to się zabawimy! - krzyknął Halvor i skoczył na przeciwników.

Dreszczogóry po raz ostatni zatrzęsły się od huku Lodołamacza.


Przez całą noc Iglar, Erlend i Agnar czuwali nad ciałami poległych towarzyszy, skryci w jednym z licznych skalnych załomów. O świcie, gdy śnieżyca nieco zelżała, wyruszyli na południe.

W samym centrum Lodowych Łąk usypali kurhan, pod którym spoczęli Halvor i Berit. Zmówiwszy modlitwy, kierowane pod adresem ducha Niedźwiedzia, który był opiekunem obojga, Erlend złożył nad grobem przysięgę:

- Dopóki Dreszczogóry piętrzą się pod niebem Tyrii, dopóki po skutych lodem ziemiach maszeruje plemię Nornów, dopóty trwać będzie pamięć o Halvorze Lodołamaczu i jego małżonce, Berit Silnorękiej, których ani wróg, ani śmierć nie mogły rozłączyć.


Gnani przez północny wiatr, nie szczędząc sił, urządziwszy na szlaku tylko jeden krótki nocleg, wkrótce dotarli w okolice Wietrznego Sioła. Nim jednak znaleźli się u celu, spomiędzy dobrze już znajomych drzew wypadł młody Norn. Obszarpanym, mocno zlęknionym chłopakiem okazał się być Vetle, mieszkaniec osady i uczeń Elinor.

- Chłopcze, co ty tu robisz?! - zdumiał się Agnar - i, na łaskę Ośmiu Opiekunów, dlaczego jesteś w takim stanie?

Vetle długo nie mógł dobyć z siebie głosu. Wojownicy pozwolili więc mu odpocząć, a Erlend poczęstował go pitnym miodem.

Gdy młodzieniec doszedł jako tako do siebie, wydyszał:

- Smok. Bestia nadleciała zeszłego dnia. Próbowaliśmy stawić mu opór, ale byliśmy bezradni. On jest wielki jak góra. Zniszczył całą wioskę, zabijając większość mieszkańców. Ja zdołałem się ukryć, a gdy do osady przybyli Elinor i Asle, uciekłem - chłopak ze wstydem opuścił głowę.

- Ty tchórzliwy szczeniaku. Pewnie walczą tam jeszcze, a ty podkuliłeś ogon i uciekłeś. Twoim opiekunem musi być chyba zawszony kundel - wściekł się Agnar.

- Dosyć, to nie pora na złość - uspokajał Erlend - Iglar..

Iglar biegł już jednak w stronę Wietrznego Sioła, w obu dłoniach trzymając obnażony miecz.

- Zaczekaj! - krzyknął jego teść i skoczył w ślad za nim.

- Zostań tu i ukryj się gdzieś - rozkazał chłopakowi łowca.

- Tym razem nie będę się ukrywał! - Vetle spróbował wyprostować się dumnie i przez łzy spojrzał na Erlenda.

- To nie stój tak, łap mój miecz i biegiem!


Jormag siedział pośrodku wioski, ogromny niczym lodowiec.

- Nędzne, śmiertelne istoty. Urządziłyście sobie polowanie na smoka! - jego głos przypominał zderzenie gór lodowych. - Rozejrzyjcie się. Teraz wiecie już, jakie naprawdę są prastare smoki. Przewyższamy was siłą tak jak słońce silniejsze jest od pochodni. Nawet wasze sny nie są bezpieczne. A teraz, aby dokonało się dzieło upokorzenia, zostawię was posród ruin waszych domów. Będę czekał, aż opłaczecie bliskich. Wtedy spotkamy się ostatni raz.

Dopiero gdy odleciał, czwórce wojowników udało się przełamać wolę smoka, która ich unieruchomiła.

"Astri" pomyślał Iglar i ruszył na poszukiwanie ukochanej.

Odnalazł ją przy północnej palisadzie. Wraz z matką i kilkoma innymi wojownikami zostały przemienione w lodowe posągi, które na oczach zrozpaczonego Iglara rozpadły się w proch.

Agnar, który podążał za swym zięciem, widząc to wrzasnął:

- Córko! - po czym z nienawiścią zwrócił się do Iglara - to twoja wina! Gdyby nie ty i ten twój fałszywy sen, zdołalibyśmy obronić wioskę! To przez ciebie Jormag odebrał mi żonę i dziecko! Zapłacisz mi za to! - ostatnie słowa Agnar wykrzykiwał już pod postacią rosomaka.

Kilka chwil później na poły ludzkie, na poły zwierzęce truchło spoczywało u stóp Iglara.

Młody wojownik milczał długi czas, po czym chwiejnym krokiem odszedł na północ, w ślad za smokiem.

- Zaprawdę, okrutny los dotknął tę osadę i jej mieszkańców. A ja nie potrafiłem nikogo przed nim uchronić. Vetle - skald spojrzał chłopcu głęboko w oczy - spiesz do Warowni Gunnara, ostrzeż Asgeira przed potęgą Jormaga. I jeszcze jedno. Uczyłeś sie na skalda, prawda?

Vetle skinął głową.

- Spraw więc, by nie zapomniano tej tragicznej historii.

Erlend Łowca Gwiazd przewiesił łuk przez ramię i ruszył za Iglarem.

Nikt nigdy więcej już ich nie zobaczył.

Proteo