122

396
103
83
Publiczne serwery głosowe Sygnatury Jaka jest twoja historia? Generator buildów Luna Atra Pobierz Klienta Gry Wymagania sprzętowe GW2
{https://account.arena.net/register?alt=gw2} Sygnatury Oferta Domen Publiczne serwery głosowe

Legiony Charrów

Spis treści

Wstęp

Powrót Legionów

Mistrz Cytadeli

Rdzeń dowodzenia


Powrót Legionów

Nawet kiedy Charrowie odzyskali Askalon, pozostało wiele przeszkód do pokonania. Trzy stare legiony (Żelaza, Popiołu i Krwi) borykały się z ustaleniem swoich tożsamości i hierarchii. Wiele przywódców, którzy pozostali wierni reżimowi Legionu Płomieni zostało zamordowanych lub pokonanych w walce. Na ich miejscu pojawiły się nowe głosy - Charry nie są zgodną rasą. Tylko dzięki sile band, ich naturalnemu podporządkowaniu rdzeniowi dowodzenia, nacja Charrów przetrwała te niepewne czasy. Paradoksalnie zasadniczą rolę w tym przetrwaniu odegrała klątwa Adelberna.

Legiony Charrów 1

Gdy w końcu jarzmo Legionu Płomieni zostało zrzucone, szamani i ich zwolennicy schronili się w Górach Blazeridge, by opatrzyć swe rany. Ucieczka była możliwa głównie dlatego, że trzy legiony były zbytnio skupione na odbudowie swoich wewnętrznych hierarchii po pokoleniach panowania Legionu Płomieni. Lecz gdy struktury legionów zostały odnowione, wydawało się prawie niemożliwe, by trzy legiony nie miały od razu rzucić się sobie do gardeł, wykorzystując każdą słabość innego, by zwalczyć się wzajemnie.

To co mogło się wydarzyć, nie wydarzyło się dzięki duchom Askalonu.

Klątwa Adelberna ciążąca nad ziemiami Askalonu ogarnęła wszystkich jego ludzkich mieszkańców. W jednej chwili zniszczyła ich fizyczne formy i przeklęła ich dusze, by nawiedzały kraj, wiecznie walcząc przeciwko Charrom. Z powodu iż duchy były zawsze bezlitosne i nigdy nie dawało się ich całkowicie uśmiercić, Wielkie Legiony Charrów były od początku zmuszone do współpracy, jeśli chciały przetrwać. Mimo niechęci do zgody, musiały się bronić i Askalon nauczył je, jak współpracować bez wyzbywania się swojej indywidualności.

Obecnie, Legiony Żelaza, Popiołu i Krwi tkwią w chwiejnym sojuszu. Smodur the Unflinching przewodzi Legionowi Żelaza ze swojej fortecy w Czarnej Cytadeli. Na wschodzie, za Górami Blazeridge, Imperator Bangar Ruinbringer włada ziemiami Legionu Krwi. Malice Swordshadow, młoda charrka, rządzi jako imperator Legionu Popiołu. Mimo że trzy legiony sprzeczają się i czasami kłócą, udało im się utrzymać porozumienie. Każdy z legionów jest niepodległy, ale wszystkie trzy wysyłają siły do Askalonu, by pozbyć się ludzkiego problemu. Smodur doskonale zdaje sobie sprawę, że siły Malice nie tylko pomagają, ale także szpiegują dla swojej imperatorki; jednakże, tych obu przywódców darzy się wzajemnie szacunkiem. Bangar to prawdziwa dzika kara, nieufny i łatwo wpadający w szał. Jednak, jego nienawiść do ludzi przezwycięża nieufność w stosunku do pozostałych imperatorów - oddał spore siły pod dowództwo Czarnej Cytadeli.

Burza szalała na Piętnie. Pioruny rozbłyskiwały tu i ówdzie, rozświetlając krystaliczne elementy zniszczonego krajobrazu. Samotna banda Charrów maszerowała przez ruchome piaski, niebezpiecznie uderzając buciorami o podłoże.

Feros przystanął, podniósłszy rękę na znak zatrzymania się. Banda Legionu Krwi natychmiast zastygła w miejscu. Via obwąchała powietrze i wyczuła groźbę niebezpieczeństwa. Po chwili zwiadowca wrócił, czołgając się pomiędzy skałami, by wyszeptać, 'Wróg jest niedaleko. Wygląda to poważnie.' Naszkicował szybko mapę na piasku, uwzględniając lokalizację, dystans i liczby. 'Już zwęszyli nasz trop.'

'Więc nadszedł czas by zabijać.' Oczy Via'i zwężyły się. Zerknęła na swoją bandę, przyjaciół od czasów dzieciństwa. Spojrzała na ich zacięte i wymizerowane twarze. Czuli zagrożenie. Równina przed nimi była porządnie ubita w sam raz na stoczenie bitwy. 'Przygotować zasadzkę. Dwóch do tyłu, reszta ze mną. Na mój sygnał...'

Cztery wielkie istoty wspięły się na wzgórze. Wyglądały paskudnie, tak zmienione przez magię Piętna. Jeśli klasyfikować je przez ich zniekształcone czaszki i szponiaste łapy, można by powiedzieć, że były kiedyś niedźwiedziami lub wielkimi kotami. Jednak teraz nie były niczym innym, jak pokręcanymi skorupami przepełnionymi morderczą nienawiścią smoka. Cztery. Za dużo by mogli sobie poradzić. Tak naprawdę nie była pewna, czy jej banda jest w stanie zabić jednego.

Via nie zdawała sobie sprawy, że postąpiła krok do tyłu, póki nie poczuła na swoim przedramieniu dłoń Ferosa, pomagającego jej utrzymać równowagę.

'Wszystko w porządku?' spytał się. Mówił cicho i jej uszy ledwo wychwyciły jego głos.

'Są... wielcy.' Wyszeptała, zanim zdała sobie sprawę, że przemówiła. Sztywniejąc, Via uwolniła swoją rękę spod uścisku Ferosa zupełnie, jakby był gorącym węglem przyciśniętym do jej skóry. Sięgnęła po swój brzeszczot. 'Nie bądź tami tchórzem, Feros. Możemy ich pokonać.'

Feros uśmiechnął się. 'Jasne, możemy spróbować.'