122

396
103
83
Publiczne serwery głosowe Sygnatury Jaka jest twoja historia? Generator buildów Luna Atra Pobierz Klienta Gry Wymagania sprzętowe GW2
{https://account.arena.net/register?alt=gw2} Sygnatury Oferta Domen Publiczne serwery głosowe

Relacja z drugiego Beta Weekend Event'u w Guild Wars 2

Witajcie! Chcecie wiedzieć, co działo się w drugiej Becie Guild Wars 2? W takim razie, zapraszam do czytania!

Wstęp

Drugi BWE pomimo oczekiwań graczy, nie miał miejsca w maju. Miał rozpocząć się dopiero 8 czerwca o godzinie 21 czasu polskiego. Kilka dni przed rozpoczęciem się owego wielkiego wydarzenia, Arena Net na swoim blogu umieściła dość obszerny post opisujący zmiany, które zaszły w Guild Wars’ie od ostatniego BWE. Pierwszą, dobrą wiadomością, było to, iż postacie po pierwszej Becie nie zostały usunięte – najwyraźniej Arena Net chciała pokazać nam trochę więcej „wyżej-levelowego” contentu. Dla graczy, którzy osiągnęli 35 poziom, otwarto jedne z wielu dostępnych w grze podziemi – Ascalon Catacombs (jak się później okazało, można było tam wejść na każdym poziomie, choć jeśli nie posiadało się minimum poziomu 30 - mijało się to z celem, ze względu na poziom trudności przeciwników, którzy tam się znajdowali). Udostępniono także nową lokację – Gandaran Fields, a do trybu WvW (World vs World vs World)  dodano „zadania poboczne" znane z trybu PvE. W grze pojawił się także nowy obiekt – Mystic Forge – słup światła w Lion’s Arch, pozwalający niejako „transmutować” cztery przedmioty, w jeden nowy, generowany losowo.

Wprowadzono także szereg usprawnień do serwerów przepełnieniowych, interfejsu użytkownika i systemu komunikacji.

Dzień Pierwszy

Pamiętny dzień pierwszy, rozpoczął się od aktualizacji klienta, która znaczną część graczy (w tym mnie) pozbawiła możliwości uczestnictwa w wydarzeniu zorganizowanym przez Arena Net. Klient gry, pomimo odpowiedniego zaktualizowania go, próbował ściągać wszystkie pliki ponownie. Po kilku godzinach bezowocnych prób uzyskania pomocy w tym względzie (i po kilku godzinach zadręczania suportu GW2), dostaliśmy dość lakoniczną odpowiedź na forum technicznym, brzmiącą mniej, więcej tak: „Bardzo nam przykro, ale błąd ten jest wynikiem nowo-zaimplementowanego klienta gry, problem ten niestety wymaga ponownego ściągnięcia wszystkich plików”. Tak pożegnałem się z możliwością gry pierwszego dnia, klient bowiem ważył nieco ponad 15GB i ściągnięcie go, zajęło mi parę godzin. Miałem być obiektywny, ale w tym momencie muszę wtrącić jedno, bardzo wymowne pytanie retoryczne – czy nie mogliśmy zostać poinformowani o możliwości wystąpienia takiego problemu przed rozpoczęciem Bety…?

Dzień Drugi

Dzień drugi, na szczęście zaczął się o wiele spokojniej. Po ściągnięciu wszystkich plików, od razu zabrałem się za grę. O dziwo, nie miałem absolutnie żadnych problemów z logowaniem. Było to między innymi wynikiem podwojenia liczby dostępnych dla graczy serwerów. W związku z tym, że mój serwer z pierwszego BWE nie był popularny wśród znajomych, postanowiłem przenieść się na Blacktide (oficjalny serwer polskiej społeczności wybrany na czas Bety). Pierwszego dnia, transfer między serwerami był darmowy dla wszystkich, później miał kosztować pewną ilość gemów. Moja Elementalistka stworzona w kwietniu, już na mnie czekała. Od razu po zalogowaniu się do gry, zacząłem to, co miałem zaplanowane na ten weekend - PvP. Przyjąłem, że tym razem skupie się tylko i wyłącznie na tym aspekcie gry. Po rozegraniu kilku walk w trybie Conquest, przypomniałem sobie sterowanie i działanie umiejętności (biorąc pod uwagę mechanikę gry i ilość dostępnych jednorazowo zdolności postaci, nie było to zadaniem łatwym). Poziom umiejętności przeciwników, zdecydowanie się zwiększył w porównaniu do poprzedniego razu. Przypadkowo używanych skilli było mniej, a gracze lepiej radzili sobie na polu walki, co skutkowało tym, że kilkukrotnie nieźle oberwałem. Wreszcie zauważono znaczenie trebeusza, przeciwnicy dość często ostrzeliwali środkowy punkt mapy Battle of Kyhlo, dlatego też musiałem ograniczać im okazję do robienia tego, poprzez jego niszczenie.

W Conquest'a grałem także Mesmerem, gracze nie mieli problemów z odróżnieniem mnie od moich klonów, a walcząc z Mesmerami z przeciwnych drużyn, ja również nie miałem tego problemu. Mesmer to po prostu ten, który najwięcej biega po polu walki. Muszę przyznać, że mechanika tej profesji jest niedopracowana (na szczęście już zapowiedziano zmiany w tym względzie).

Resztę czasu; do późnych godzin wieczornych; spędziłem na WvW, przez 3/4 czasu było straszliwie nudno, ze względu na to, iż nasz serwer hołdował wszystkie fortece, na każdej z trzech map. Wraz z kilkoma osobami z "naszej wortalowej Gildii", biegałem od fortecy, do fortecy szukając jakichkolwiek oznak wrogiej działalności. Sytuacja zrobiła się ciekawsza, kiedy na zamek hołdowany przez naszą Gildię, napadła dość liczna grupa przeciwników. Po prawie pół godzinnym oblężeniu - musieli ustąpić. Pomimo przeważającej liczby wrogów, zdołaliśmy odeprzeć atak. Podsumuję to krótko - oblężenia są epickie. Aż miło było patrzeć, jak zbita grupa wrogów rozbiega się w popłochu przed moim Meteor Shower'em.

Po odparciu ataku, postanowiliśmy lepiej zabezpieczyć się przed kolejnym, budując kilka usprawnień w naszej fortecy (najprzydatniejszym okazał się waypoint). By móc je wykonać, potrzebowaliśmy znacznej części materiałów (supplies), dlatego też zajęliśmy się ochroną Dolyaków (jedna z  naszych znajomych, nazywa je pieszczotliwie - "krowami".). Za wykonywanie tego typu "zadań pobocznych", otrzymuje się dość pokaźną ilość miejscowej waluty jak i punktów karmy, nie wspominając już o punktach doświadczenia. WvW to dobry sposób, na podniesienie poziomu swojej postaci.

Po odpowiednim zabezpieczeniu twierdzy, liderowi naszej Gildii; na potrzeby tego tekstu nazwijmy go Panem "T"; wpadł do głowy dość ciekawy pomysł - "Co wy na to, żeby wybić NPCe w bazie przeciwników?". Chętnych nie trzeba było długo szukać, więc szybko wyruszyliśmy. Po dotarciu na miejsce (co trwało jakieś 30 sekund, bo nasza twierdza była najbardziej wysuniętym punktem od strony ich bazy wypadowej), zabraliśmy się za zaplanowane zadanie. NPCe padały jak muchy. Jeden z przeciwników przyglądał się temu z dość małej odległości, na szczęście dla niego - nie dało się go zabić, bowiem w obrębie swojej bazy wypadowej, każdy gracz jest nieśmiertelny. Po kilku tego typu walkach, szybko mi się znudziło i kolejne wrażenia postanowiłem zostawić na dzień następny.

Dzień Trzeci

Trzeci dzień, upłynął mi na poszukiwaniu "Skakanych Zagadek" (Jumping Puzzle)  w każdej z trzech lokacji WvW. Udałem się więc na pierwszą z map i zacząłem biec. Po przebiegnięciu sporego kawałka w kierunku północno-zachodnim, trafiłem na jaskinię, na lewo znajdowało się wyjście, na prawo korytarz ciągnął się dalej. Jako, że doskonale znałem położenie szukanego przeze mnie miejsca, od razu wybiegłem z jaskini. Moim oczom ukazał się dość pokaźny wodospad. To tam właśnie zmierzałem. Szybko odnalazłem stromą ścieżkę prowadzącą na ośnieżony klif. Kilka kroków i byłem już na jego szczycie. Wykonałem karkołomny skok przez ścianę wody i znalazłem się na obszarze zagadki. Obszar za wodospadem, przypominał znane nam z prequela GW2 lewitujące skały Tarnished Coast. Nie było mi łatwo poruszać się po tym terenie, ciągle spadałem i musiałem zaczynać całą wędrówkę od początku. Co więcej, droga wcale nie była taka oczywista. Kiedy już znalazłem górną i dolną część klucza, udałem się do miejsca, gdzie znajdowała się skrzynia ze skarbem. Masywne drzwi broniły do niej dostępu. Otworzyłem je i podbiegłem do skrzyni. Wypadło z niej kilka przydatnych przedmiotów - zaskoczył mnie widok wypadających planów machin oblężniczych, ale cóż - w końcu obszar zagadki znajdował się na terenie PvP. Za "rozwiązanie" jej, dostałem także achievement na postać.

Po zebraniu dropu, przeniosłem się na kolejną mapę. Zdziwiło mnie, że obszar zagadki znajduje się zawsze w tym samym miejscu, niezależnie od tego, na której mapie się znajdujemy, ale wszystko wyjaśniło się, po dotarciu na miejsce. Zagadka wyglądała dokładnie tak samo, jak pierwsza - nie różniła się ani odrobinę od poprzedniczki. Po wykonaniu zadania, ze skrzyni znów dostałem plany jednej z machin oblężniczych.

Po kilku godzinach podziwiania terenów, znowu zabrałem się za WvW, nasz serwer nadal był w posiadaniu niemal wszystkich fortec i punktów charakterystycznych, ale czasami zdarzało się, że były one odbijane, w związku z tym zgodnie z zasadą "zero litości" natychmiast ruszaliśmy ich bronić. Na tym zakończyłem trzeci (i ostatni dla mnie) dzień w Becie Guild Wars 2.

Dzień Czwarty

Rankiem dnia czwartego, nie miałem już okazji pograć, ze względu na wzywającą mnie z całych sił uczelnię, ale wiem co nieco na temat wydarzeń, które miały wtedy miejsce. Tak jak poprzednim razem, Arena Net zorganizowała specjalny event na zakończenie, tym razem ponoć  prezentem dla graczy, było zabijanie 80 poziomowych Charrów o wymownych "imionach"Legendary Defender of Ascalon. Legendarny Obrońca Askalonu, to jeden z tytułów dostępnych w prequelu Guild Wars 2 i ze względu na charakter jego zdobywania (do pewnego czasu polegał głównie na zabijaniu Charrów) wielu graczom ten zabieg wydawał się zabawny.

Kiedy kolejna Beta?

Tego nie wiemy, wiemy natomiast, że Arena Net robi wszystko, żeby każda Beta była udana. Pomimo początkowych problemów, oceniam to wydarzenie jako udane. Wiele poprawiono, część zmieniono na lepsze (a część popsuto... ale o tym nie mówmy). Do zobaczenia podczas kolejnego Beta Eventu!

Thaia