122

396
103
83
Publiczne serwery głosowe Sygnatury Jaka jest twoja historia? Generator buildów Luna Atra Pobierz Klienta Gry Wymagania sprzętowe GW2
{https://account.arena.net/register?alt=gw2} Sygnatury Oferta Domen Publiczne serwery głosowe

Relacja z pierwszego Beta Weekend Event'u w Guild Wars 2

Witajcie! Jestem Thaia i dziś mam dla Was krótką relację z pierwszego Beta Event'u zorganizowanego dla posiadaczy edycji przedpremierowej Guild Wars 2. Zapraszam do czytania!

Wstęp

Beta miała rozpocząć się 27 kwietnia o godzinie 21 czasu polskiego. W praktyce jednak – serwery były dostępne krótko po godzinie dwudziestej. Z ogromnymi pokładami wiary w produkt, zalogowałem się do gry i wybrałem serwer domowy – Whiteside Ridge, po czym stworzyłem pierwszą postać – Mesmerkę. Rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, oprócz świetnej grafiki... były lagi wielkości Wieży Eiffla. Już wtedy wiedziałem, że początek Bety na prawo nie wypalić. Niestety nie pomyliłem się – po 15 minutach gry, na ekranie monitora ujrzałem komunikat o błędzie i lakoniczną wiadomość, iż zostałem rozłączony z serwerem. Powtórnie udało mi się zalogować dopiero po godzinie pierwszej w nocy dnia następnego. Niestety ucierpiał na tym nie tylko ENTER mojej klawiatury, ale także mój zapał do gry, w związku z czym pograłem tylko godzinę i udałem się do łóżka. W czasie tak krótkiej sesji, nasunęły mi się jednak dwie uwagi. Pierwsza: iluzje i widma Mesmera nadal nie zostały poprawione i mają kilkusekundowe opóźnienie w ataku, nie wspominając o tym, że moby w wielu przypadkach w ogóle się nimi nie interesują i szarżują prosto na gracza zostawiając je w tyle. Problem numer dwa: niezmiernie boli fakt, iż nie można wybrać broni startowej dla swojej postaci, dlatego też przez pierwsze 30 minut byłem zmuszony używać jednoręcznego miecza, który w mojej opinii nie jest najlepszym wyborem dla Mesmera. Na tym zakończyłem dzień pierwszy w Becie Guild Wars 2.

Dzień Drugi

Dzień drugi rozpoczął się nieco spokojniej. Bez problemu zalgowałem się na konto i postanowiłem pobawić się innymi profesjami. W międzyczasie słuchałem lamentów dochodzących z naszego wortalowego TeamSpeak'a – wielu ludzi nie było w stanie dostać się na serwer Polskiego Community, ze względu na jego przepełnienie. Wracając – tym razem postanowiłem stworzyć postać walczącą wręcz. Szybko zrezygnowałem z gry. Sterowanie i używanie umiejętności u postaci melee nie przypadło mi do gustu. Nie wiedziałem, na jaką odległość tak naprawdę muszę się zbliżyć do wroga, żeby moje ataki dochodziły celu. Powoli zacząłem godzić się z myślą, że żadna z profesji nie będzie odpowiadać mi w całości. Stworzyłem jednak Elementalistkę i to był „strzał w dziesiątkę”. Sterowanie całkowicie mi odpowiadało i miałem okazję cieszyć się płynnością gry, stojąc kilka metrów od kotłujących się guardianów i warriorów. A jeśli już mowa o sterowaniu – tak, to prawda – trzeba się do niego przyzwyczaić, szczególnie, że trzeba „ogarnąć” kilkanaście przycisków naraz. Po chwili jednak przychodzi to stosunkowo łatwo. Klikanie w skille, zamiast używania klawiatury, nie jest takie idiotyczne jakby się mogło wydawać, przede wszystkim dlatego, iż musimy wybrać obszar działania niektórych umiejętności. Stanie w miejscu również nie jest dobrym pomysłem, o czym przekonałem się, kiedy z zostałem „wdeptany w ziemię” przez niskopoziomowego przeciwnika. Po odblokowaniu kilku umiejętności, postanowiliśmy ze znajomymi pobawić się w te słynne Dynamiczne Eventy. Szybko ustaliliśmy miejsce spotkania i wyruszyliśmy na umówione miejsce. Stworzyliśmy drużynę i wyszliśmy z miasta. W tym momencie pojawiła się kolejna „niespodzianka” - zostaliśmy rozrzuceni po różnych serwerach przepełnieniowych i kolejną godzinę spędziliśmy na szukaniu sposobu do wspólnej gry. Kiedy nam się to już udało, wróciliśmy do zamierzonego celu – Dynamicznych Eventów. Po dotarciu na miejsce wskazywane nam przez mapę, w prawym górnym rogu ekranu pojawiła się informacja, co tak naprawdę mamy zrobić. Wir walki wciągnął mnie jednak tak bardzo, iż szczerze mówiąc nie bardzo wiedziałem, na czym cały event polega. Wbrew temu – udało nam się zwyciężyć. Tutaj mała dygresja – pomimo chaosu panującego na polu bitwy, nie trzeba zbytnio skupiać się na celach eventu, gdyż punktowane jest wszystko, co robimy na jego terenie. Nie będę rzucał tutaj przykładami, żeby nie zepsuć Wam przyjemności z gry po premierze. Po kilku godzinach wykonywania kolejnych eventów, przeniosłem się na PvP. By zacząć zmagania, wystarczy jedno kliknięcie – gra automatycznie dołącza nas do losowej mapy trybu Conquest (w Becie dostępne były 2 takie mapy). Conquest; polegający głównie na przejmowaniu i utrzymywaniu punktów; bardzo przypadł mi do gustu, mimo tego, że podczas niektórych walk, członkowie mojej drużyny kompletnie sobie nie radzili i na przykład walczyli 3vs3 na środku mapy, podczas gdy 2 punkty, które można było przejąć pozostawały neutralne. Zabawa w tym trybie jest naprawdę przednia. Po ekscytacji Conquestem liczyłem na bardzo dobry tryb World vs World. Niestety trochę się przeliczyłem – większość twierdz przejętych przez mój serwer świeciła pustkami. Zdecydowanie brakowało mi znacznika, pokazującego gdzie w danym momencie na mapie toczy się walka. Mapa natomiast była na tyle duża, że po 30 minutach biegania od twierdzy do twierdzy - kiedy nie spotkałem żadnego przeciwnika, wylogowałem się z gry i poszedłem spać.

Dzień Trzeci

Trzeci dzień Bety postanowiłem spędzić na szeroko pojętym zwiedzaniu. Miasta główne każdej z ras kusiły, dlatego też postanowiłem się do nich udać. Kolejna „niespodzianka” - żeby dostać się do miasta innej rasy, trzeba pokonać 3 lokacje – dwa razy lobby PvP i Lion's Arch. Przyznam, że było to trochę uciążliwe, ale pomyślałem, że skoro już jestem w LA, to je też zwiedzę. Miasto... jest ogromne! Pełne zakamarków, podwodnych kanałów i ciekawostek jak na przykład drewniana wieża, z której można skakać do wody. Są nawet specjalne gogle do nurkowania, które działają jak Environmental Weapon i umożliwiają wykonywanie akrobacji w locie. Tego typu „smaczków” jest zdecydowanie więcej. W tym momencie chciałbym także wspomnieć o kwestii levelowania. O level w Guild Wars 2 nie jest trudno, wbija się sam - z 12 na 13 „wskoczyłem” tylko dzięki zwiedzaniu Lion's Arch. Punkty EXPa w Guild Wars 2 zdobywa się praktycznie na wszystkim. Wracając do kwestii miast – są one tak duże, że pomimo znacznej ilości graczy, nie ma w nich tłoku, a samo ich rozplanowanie i architektura są świetne. Jeśli widzisz jakiś obiekt, kładkę, rurę, cokolwiek, co przyciąga uwagę – masz 95% szans, że da się to zbadać z bliska.

Na naszym forum, pojawiły się liczne głosy, że tereny serwowane nam w GW2 nie są różnorodne. Nic bardziej mylnego! Ośnieżone góry, słoneczne doliny, rozległe jeziora – to tylko część tego, co będziecie mieli okazję zobaczyć. Nie wspominając, o całej masie terenów podwodnych dostępnych dla graczy. Z głową pełną przepięknych Guild Wars’owych widoków zakończyłem grę trzeciego dnia.

Dzień Czwarty

Poranek dnia czwartego przyniósł niespodziankę – epicką walkę z... KRÓLICZKIEM. Cała masa graczy biegała po jednej lokacji i masakrowała moby w ten, czy inny sposób. Pociski i czary latały nad głowami tworząc zabawny chaos. Przeciwnikami były także wyjątkowo wyrośnięte Moa, które szybko padały pod naporem graczy. Nie przeszkadzały mi lagi, ani miszmasz na ekranie - to był najzabawniejszy event w całej Becie, ale szybko się skończył. Krótko po dziewiątej serwery padły i mogłem już tylko oglądać ekran logowania.

Thaia